Menu
Tablet menu
na rowerze

na rowerze (41)

Archiwum wycieczek rowerowych

Rowerowa Czerwcówka w Niemczech 4-7.06.2015

Na długi weekend od Bożego Ciała do niedzieli zwany u nas potocznie "czerwcówką" wybraliśmy się z naszymi dwukołowymi wierzchowcami na rowerowanie w Niemczech. Do pokonania mieliśmy dwa odcinki dzienne wzdłuż Nysy Łużyckiej i Odry, a na dwa dni zagłębiliśmy się na trasy w obrębie Brandenburgii

stop
/

      [Powyższa fotogaleria dostępna też w formie Picasa Web Album oraz Google+ Album]

      Nasze rumakowanie zaczęliśmy po polskiej stronie dwumiasta Gubin-Guben. Po sesji pod zabytkowym kościołem farnym z kijkiem do selfie w roli głównej przekroczyliśmy granicę na Nysie Łużyckiej. Z każdym kilometrem, który przemykał pod kołami po niemieckim szlaku rowerowym utwierdzaliśmy się w przekonaniu, że powinniśmy uczyć się od zachodnich sąsiadów jak stworzyć komfortową infrastrukturę dla rowerzystów. Jadąc w większości wałami przeciwpowodziowymi czuliśmy się jak na autostradzie dla rowerów, a miejscami była nawet dwupoziomowa :) Dodatkowego uroku trasie dodawały spotykane po drodze knajpki, które nastawione były głównie na umilenie życia przejeżdżający rowerzystom.

      Po trasie trafiły się też w dwóch miejscach cukiernie i oczywiście nie mogliśmy sobie odmówić słodkich pyszności. W końcu pedałujemy zdrowo, więc słodkie kalorie spalimy po drodze ;) Komfortową trasę pierwszego dnia zakończyliśmy w naszej bazie w Słubicach, gdzie wieczorem przy ognisku wymieniliśmy się wrażeniami konsumując kiełbaskę z kija i różne smakowite dodatki.

      Drugiego dnia odkrywaliśmy uroki Brandenburgii. Mijaliśmy rozległe pola rozkwiecone makami, w oddali trzepotały skrzydła wiatraków, a my korzystaliśmy z uroków świetnej pogody i lokalnych specjałów. Lody i kawa mrożona smakowały wyśmienicie, a odświeżająca kąpiel w jeziorze dodała nam dodatkowej energii na kolejne kilometry.

      Kolejnego dnia zgodnie z prognozami letni żar lał się z nieba, a my owiewani przez przyjemny wiaterek na naszych pojazdach pojechaliśmy nad jezioro Helensee, w którym nie tylko wymoczyliśmy się jak w środku lata, ale też rozegraliśmy wodnego zbijaka momentami nawet na trzy piłki. Na trasie mogliśmy też przyjrzeć się z bliska uprawom szparagów, które ze smakiem wciągaliśmy w knajpce w pobliżu naszej bazy w Słubicach.

      Ostatniego dnia brykania upały nieco zelżały i przyjemnie pomknęliśmy wzdłuż Odry po niemieckiej stronie do Kostrzyna nad Odrą. Po drodze w knajpce nadrzecznej można było wszamać smaczną rybkę czy zupkę z wojskowego kotła, a w pobliżu Kostrzyna oblizując palce wciągnęliśmy świeżutko uwędzone okonie czerwone. W Kostrzynie rozsiedliśmy się w Macu i pobliskiej restauracji i po uzupełnieniu kalorii ruszyliśmy w drogę powrotną do Warszawy.

      Z rowerowym pozdrowieniem
      Iza i Piotrek

       

      Czytaj więcej...

      Rowerem na Hel i kajakiem do morza 30-31.08.2014

      W ostatni weekend sierpnia 2014 wybraliśmy się na weekendową wycieczkę rowerową połączoną z krótkim spływem kajakowym na Pomorze. Motto wyjazdu oraz dwa główne cele brzmiały następująco: "Rowerem na Hel i kajakiem do morza".

      W sobotni ranek wskoczyliśmy w kajaczki w okolicy Jeziora Żarnowieckiego i rozpoczęliśmy spływ urokliwą Piaśnicą. Najmłodsza uczestniczka spływu - 10-miesięczna Kornelia zajęła w kajaku wypasioną miejscówkę między mamą i tatą :) Podczas płynięcia zmoczył nas trochę deszczyk o różnym nasileniu, ale twardzieli szwendaczkowych nic nie rusza! Włożyliśmy więc płaszczyki i wiosłowaliśmy dalej. 

      stop view
      /

          Gdy dopływaliśmy do Bałtyku po ok. 2 h zaczęło wychodzić słoneczko i tak już zostało do końca dnia :) Wypłynięcie kajakami w morze zrobiło na nas niesamowite wrażenie! Fotkom morsko-kajakowym w różnych konfiguracjach nie było końca! Jednej z ekip tak się morze spodobało, że nabrała wody morskiej do kajaka po same brzegi ;)

          Po zakończeniu spływu przeszliśmy do naszego pensjonatu w Dębkach, gdzie czekały na nas nasze dwukołowe rumaki. Zanim ruszyliśmy rowerkami w stronę Białogóry każdy z uczestników otrzymał niebieski, szwendaczkowy wiatraczek rowerowy :)

          Napędzani siłą wiatraczków ;) pomknęliśmy szlakiem rowerowym R10 do Białogóry. Tu wdepnęliśmy do knajpki na pyszną rybkę. Niektórzy z nas wzięli obiad na wynos i postanowili spałaszować go na plaży, tuż nad brzegiem morza. Na plaży za Białogórą urządziliśmy sobie porządny plażing i relaxing w pełnym słońcu! Następnie ruszyliśmy na objazd Jeziora Żarnowieckiego. Po dotarciu do Dębek parę osób wybrało się jeszcze na zachód słońca na plażę :)

          W niedzielę czekało nas pokonanie 17 kilometrowej Trasy Zwiniętych Torów między Krokową a Swarzewem oraz przejazd przez cały Półwysep Helski. W sumie tego dnia przejechaliśmy 65 km, zaliczyliśmy przelotną ulewę, a następnie piękne słońce. Zawitaliśmy na molo w Juracie i na smaczną rybkę w Chałupach.

          Kilka osób zaliczyło też lot widokowy nad Półwyspem, dzięki czemu mogli przyjrzeć się naszej trasie rowerowej z lotu ptaka. Gdy dotarliśmy na Hel cyknęliśmy pamiątkowe foty na plaży na samym cypelku. Następnie zapakowaliśmy się do autokaru i ruszyliśmy w drogę powrotną do Warszawy.

          Z morsko-rowerowym pozdrowieniem
          Iza i Piotrek

          Czytaj więcej...

          Mazury - wokół Jeziora Śniardwy 19-20.07.2014

          W lipcu 2014 wybraliśmy się na rowerowy objazd Jeziora Śniardwy - największego w Polsce. Podczas 2 dni rowerkowania zawitaliśmy do wielu ciekawych nadbrzeżnych miejscowości, urządziliśmy sobie odświeżające kąpiele, w knajpkach spałaszowaliśmy niejedną smakowitą, mazurską rybkę, a w ramach objazdu zobaczyliśmy z bliska nie tylko Śniardwy z każdej strony, ale również inne jeziora m.in. Tuchlin, Białoławki, Seksty czy Kaczerajno.

          !!! FOTKI Z WYCIECZKI !!!
          galeria do obejrzenia w dwóch wersjach wyświetlania
          Picasa Web Albums Google + Albums
          Grupóweczka na starcie trasy w Zdorach

          Przepłynęliśmy też z rowerami promem w miejscowości Wierzba. Przemieszczaliśmy się po lasach, polach i nad wodą w obrębie Mazurskiego Parku Krajobrazowego korzystając z dróg i ścieżek położonych jak najbliżej linii brzegowej jeziora. A zanim wskoczyliśmy na nasze dwukołowe rumaki każdy przyczepił sobie do roweru niespodziankową, szwendaczkową chorągiewkę :)

          Objazd rozpoczęliśmy w miejscowości Zdory niedaleko Pisza. Następnie obraliśmy kierunek południowy i zaczęliśmy od przejazdu obok Jeziora Seksty, które łączy się bezpośrednio ze Śniardwami w ich południowo-wchodniej części. Jadąc dalej przejechaliśmy przez miejscowości Karwik i Niedźwiedzi Róg. Po przeprawie promowej w Wierzbie, która rozgranicza Jezioro Bełdany od Jeziora Mikołajskiego najpierw rowerowym szlakiem, a potem kawałek pieszym dojechaliśmy do Mikołajek na naszą bazę.

          Po zaparkowaniu naszych rumaków w bazie noclegowej ruszyliśmy z buta do centrum Mikołajek. Wszamaliśmy  porządną obiadokolację, a potem zakosztowaliśmy mazurskiego wieczoru w jednej z licznych knajpek żeglarskich.

          W niedzielę ruszyliśmy z Mikołajek i tym razem jechaliśmy wzdłuż północnego brzegu Jeziora Śniardwy. Początkowo mknęliśmy  wzdłuż Jeziora Mikołajskiego przejeżdżając przez Stawek i Dybowo i docierając do Łuknajna, które rozgranicza Jezioro Łuknajno od Jeziora Śniardwy.

          Z północno-wschodniego krańca J. Śniardwy podążaliśmy na północ i dojechaliśmy do miejscowości letniskowej Nowe Guty. Na koniec naszego objazdu Jeziora Śniardwy zawitaliśmy ponownie do miejscowości Zdory, a tam w restauracji zlokalizowanej w dawnej, wiejskiej remizie rozsmakowaliśmy się w pysznym jedzonku, którym uzupełniliśmy energię po drugim dniu rowerowania. Po energetycznym posiłku zapakowaliśmy nasze rowery i siebie do pojazdów i ruszyliśmy w drogę powrotną do Warszawy.

          Z rowerowym pozdrowieniem
          Iza i Piotrek (oraz mała Kornelia)

          Czytaj więcej...

          Rowerem po sandomierskiej krainie rozmaitości 31.05-01.06.2014

          Na przełomie maja i czerwca wybraliśmy się na rowerowy weekend po ziemi sandomierskiej i opatowskiej. Pojeździliśmy po szlakach rowerowych w okolicy uroczego Sandomierza. A sobotni wieczór, noc i niedzielny poranek spędziliśmy w samym Sandomierzu będącym jednym z najpiękniejszych miast w Polsce, malowniczo położonym na nadwiślańskiej skarpie, która stanowi strome zakończenie Gór Świętokrzyskich.

          !!! FOTKI Z WYCIECZKI !!!
          galeria do obejrzenia w dwóch wersjach wyświetlania
          Picasa Web Albums Google + Albums
          Silna rowerowa ekipa pod wezwaniem Szwendaczka

          W naszym rowerowym szwendaniu dzielnie towarzyszyła nam najmłodsza Szwendaczka: 7-miesięczna Kornelia, która całą dwudniową trasę pokonała w swojej przyczepce rowerowej podczepiona do roweru taty :)

          Podczas 2 dni rowerkowania nakręciliśmy trochę ponad 120 km i oprócz Sandomierza odwiedziliśmy Opatów, Koprzywnicę oraz Ujazd ze słynnymi ruinami zamku Krzyżtopór. W Opatowie przyjrzeliśmy się z bliska najcenniejszemu tutejszemu zabytkowi:  romańskiej Kolegiacie św. Marcina i zagłębiliśmy się w czeluście podziemnych korytarzy i malutkich piwnic zwiedzając fenomenalną Podziemną Trasę Turystyczną o długości 402 m.

          Pierwszego dnia niektóre odcinki naszej trasy prowadziły lessowymi wąwozami. A charakterystyczne dla ziemi sandomierskiej pagórki i dolinki sprawiały, że trzeba było pokonywać sporo długich, ciężkich podjazdów. Na szczęście po każdym ostrym podjeździe czekały nas fantastyczne zjazdy!

          Na nocleg dojechaliśmy do Sandomierza - jednego z najstarszych i najpiękniejszych polskich miast. Po rozlokowaniu się w pensjonacie niektórzy z nas wybrali się na spacer do malowniczego Wąwozu Królowej Jadwigi, a inni od razu udali się na położoną na skarpie starówkę na wieczorne knajpowanie.  Z knajpy, w której wciągaliśmy obiadokolację mogliśmy podziwiać stojący ośrodku rynku Ratusz - jeden z najpiękniejszych ratuszy w Polsce.

          Drugiego dzień rozpoczęliśmy od wdrapania się na Bramę Opatowską, która od wielu lat uważana jest za symbol Sandomierza. Podziwiać z niej mogliśmy nie tylko panoramę miasta, ale również zachwycającą błękitną wstęgę Wisły, okalającą prastare mury królewskiego grodu. Po zejściu z Bramy ruszyliśmy w stronę Gór Pieprzowych, zbudowanych z łupków kambryjskich barwą przypominającą pieprz - stąd nazwa. Tu zrobiliśmy krótką rozwałkę podziwiając rozległą panoramę oddalonego o kilka kilometrów centrum Sandomierza.

          Dalsza trasa drugiego dnia była zdecydowanie bardziej płaska niż pierwszego :) Po ok. 60 km dopedałowaliśmy do Ujazdu, który słynie z monumentalnego zamku Krzyżtopór, zbudowanego w latach 1631-34 przez wojewodę sandomierskiego Krzysztofa Ossolińskiego. Dobrze zachowane ruiny zamku zwiedziliśmy  z  przewodnikiem, który ciekawie opowiadał o zabytku. Po tej lekcji historii zapakowaliśmy się do autokaru i ok 23 dotarliśmy do stolicy naładowani pozytywną rowerową energią :)

          Z rowerowym pozdrowieniem
          Iza i Piotrek (oraz malutka Kornelia)

          Czytaj więcej...

          Wokół Jeziora Nidzkiego i Jeziora Bełdany 7-8.09.2013

          W pierwszy pełny weekend września wybraliśmy się z naszymi dwukołowymi pojazdami na Mazury, które są wprost wymarzonym rejonem dla miłośników połykania przestrzeni z wiatrem we włosach.

          Pogoda zapowiadała się przednia i takaż była przez cały weekend. Mieliśmy wręcz upalne, letnie dwa dni. Wprawdzie woda w jeziorach nie była już o takiej temperaturze jak latem, ale znalazł się śmiałek w ekipie, który nie odmówił sobie kąpieli wodnej na jednym z popasów nad brzegiem jeziora.

          !!! FOTKI Z WYCIECZKI !!!
          galeria do obejrzenia w dwóch wersjach wyświetlania
          Picasa Web Albums Google + Albums
          Przed wyruszeniem na niedzielną trasę wokół Jeziora Bełdany

          W sobotę mieliśmy plan objechania dookoła Jeziora Nidzkiego, tak aby trzymać się jak najbliżej jego linii brzegowej. Ruszyliśmy z Rucianego-Nidy i pomknęliśmy w kierunku Leśniczówki Pranie, gdzie zwiedziliśmu Muzeum K.I.Gałczyńskiego.

          Kawałek dalej trafiła się wspaniała trawiasta plaża, gdzie urządziliśmy sobie słoneczny popas, niektórzy popas w stodolnej knajpce, a wspomniany wcześniej śmiałek popas w wodzie po pas i głębiej ;)

          Objeżdżając jezioro trafialiśmy na liczne miejsca biwakowe jak również na dzikie plaże czy zatoczki, gdzie mogliśmy pokontemplować widoczki na pływające żaglówki.

          Rundę wkoło jeziora zakończyliśmy w ośrodku wypoczynkowym nad Jeziorem Bełdany, które było celem na dzień następny. Wieczorkiem zmajstrowaliśmy ognisko nad brzegiem jeziora i upiekliśmy ziemniaczki :)

          W niedzielę po śniadaniu w ośrodku podjechaliśmy do Rucianego, uzupełniliśmy zapasy w spożywczaku i ruszyliśmy wzdłuż brzegów Jeziora Bełdany do Wierzby, gdzie czekała nas przeprawa promowa na granicy Jeziora Bełdany i Mikołajskiego.

          Nie omieszkaliśmy oczywiście zajechać do Mikołajek. Wprawdzie to już wrzesień, ale pogoda piękna, więc wszystkie kawiarnie i cukiernie kusiły nas niezwykle, aby skosztować różnych pyszności. Po skosztowaniu setek słodkich kalorii ;) wróciliśmy do promu w Wierzbie, aby kontynuować trasę rowerową po drugiej stronie Jeziora Bełdany.

          Na przystani Flosek urządziliśmy sobie totalne plażowanie i moczenie nóg. Aż żal by było nie skorzystać z tak pięknej pogody na zakończenie lata. Pokonując kolejne kilometry linii brzgowej jeziora przejechaliśmy obok osady Galindia, a kolejny popas zrobiliśmy w Iznocie, gdzie rzeka Krutynia kawałek dalej wpada do Jeziora Bełdany.

          Po pokonaniu ostatniego fragmentu pętli wokół jeziora wróciliśmy do Rucianego-Nidy, a tam po wszamaniu smakowitej rybki spakowaliśmy się w drogę powrotną i ruszyliśmy do Warszawy.

          Z rowerowym pozdrowieniem
          Iza i Piotrek

          Czytaj więcej...

          Rowerowa Czerwcówka na Mazurach 30.05-2.06.2013

          Na Czerwcówkę 2013 wybraliśmy się z naszymi górskimi (i nie tylko) rumakami do Krainy Wielkich Jezior Mazurskich. Naszą bazą wypadową stała się miejscowość Wilkasy tuż obok Giżycka.

          Pierwszego dnia ruszyliśmy z koła prosto do Giżycka do Wieży Ciśnień. Pogoda była wspaniała, więc uraczyliśmy się nie tylko pięknymi widokami z jej szczytu, ale i smakowitymi ciachami z kawą w wieżowej kawiarence.

          !!! FOTKI Z WYCIECZKI !!!
          galeria do obejrzenia w dwóch wersjach wyświetlania
          Picasa Web Albums Google + Albums
          Grupenfota przy obrotowym moście w Giżycku

          Dalsze kilometry pokonywaliśmy zielonym szlakiem rowerowym przez Sulimy i Kożuchy Wielkie. Przejechaliśmy wzdłuż Jeziora Wydmińskiego. Nieco dalej zboczyliśmy nieco na pomost i plażę nad Jeziorem Kruklin, gdzie przyjemnie było zamoczyć stopy.

          W Miłkach obejrzeliśmy z zewnątrz zabytkowy kościół z XVw i pomknęliśmy do Rydzewa, gdzie wdępnęliśmy do typowej rybnej knajpki i spałaszowaliśmy m.in. takie rarytasy jak lin w śmietanie :)

          Po smacznej rybce zostało nam jeszcze kika km do bazy, a gdy tam dotarliśmy rozpoczęliśmy wieczorną integrację w sympatycznie położonym ośrodku tuż nad Jeziorem Niegocin.

          Poranek drugiego dnia przywitał nas rześkim powietrzem i po osiodłaniu rumaków ruszyliśmy w kierunku wojennej kwatery Hitlera. Po trasie odwiedziliśmy też lokalnego rzeźbiarza u którego niektórzy z nas kupili sowy, kaczki i inne zwierzaczki misternie wydłubane w drewnie.

          Po zaparkowaniu rowerów przed wejściem do Wilczego Szańca zapuściliśmy się z przewodnikiem w jego tajemnicze zakamarki. Najwięcej frajdy sprawiały przejścia w ruinach bunkrów, gdzie wchodzić i wolno, ale z przewodnikiem to co innego ;)

          Po pouczającej lekcji historii wstąpiliśmy do sąsiadującego Parku Miniatur Warmii i Mazur, gdzie można było z bliska przyjrzeć się wykonanym w skali najciekawszym zabytkom regionu.

          W dalszej części trasy wokół Jeziora Dargin złapał nas deszczyk w Sztynorcie, ale wykorzystaliśmy ten czas na wciągnięcie smażonej rybki, a niektórzy na mazurską pizzę ;) Do bazy dotarliśmy już niemal o zmroku, a po drodze wciągnęliśmy jeszcze pyszne pączki, jeszcze cieplutkie prosto z piekarni :)

          Trzeciego dnia naszym głównym celem była Zagroda Żubrów w Puszczy Boreckiej. Przejechaliśmy przez Sulimy i Kruklanki, a lasem w rejonie Jeziora Gołdopiwo dotarliśmy do rezerwatu w którym z bardzo bliska przyjrzeliśmy się wielkim żubrom.

          W drodze powrotnej część z nas przejechała przez Kruklanki, a niektórzy sforsowali wysadzony w powietrze most kolejowy nad rzeczką Sapiną. Z rowerami prawie na plecach ;) nie było to łatwe zadanie, ale radochę mieliśmy jak dzieci ;)

          Ostatniego dnia podskoczyliśmy po śniadaniu do Twierdzy Boyen w Giżycku. Zwiedziliśmy ją z przewodnikiem, po czym pomknęliśmy początkowo asfaltem, a na końcu zębowstrząsem ;) do Zamku Ryn. Tam zagłębiliśmy się do pięknych sal i korytarzy zamkowych, a po zamku wciągnęliśmy pyszne lody z lokalnego spożywczaka :)

          Zerknęliśmy na znajdujący się tam pałacyk, ale ciekawsze było zwiedzenie manufaktury wyrabiającej ręcznie piece kaflowe i inne ciekawe przedmioty. Trasę ostatniego dnia zakończyliśmy jedzonkiem w Kętrzynie, a w drodze powrotnej podjechaliśmy jeszcze na oblukanie Sanktuarium w Świętej Lipce, gdzie trafił nam się wyjątkowy ksiądz gawędziarz.

          Po czterech dniach mazurskiego rumakowania wróciliśmy pełni energii i wielu wrażeń, aby z pełną mocą ruszyć od poniedziałku do obowiązków dnia codziennego.

          Z rowerowym pozdrowieniem
          Iza i Piotrek

          Czytaj więcej...

          Wzdłuż Rawki w Bolimowskim Parku Krajobrazowym 14.09.2013

          Wprawdzie weekend w połowie września nie rozpieszczał zbytnio pogodowo, ale na zbiórkę w Sochaczewie zjawiło się aż 30 szwendaczkowych, rowerowych twardzieli :) Prognoza była konkretna: nie za ciepło, ale też bez kropli deszczu i akurat tym razem faktycznie meteorologom się poszczęściło, bo podczas wycieczki woda była co najwyżej pod kołami, a z nieba nie spadło nic a nic :)

          Ze stacji PKP ruszyliśmy wzdłuż torów, aby przedostać się na ich drugą stronę. Na przejeździe drogę przecieły nam zamknięte szlabany i jak się później okazało przejeżdżające przed nosem pociągi stały się motywem przewodnim wycieczki :) Wygodną dla rowerów drogą pomykaliśmy w kierunku obwodnicy Sochaczewa. Mimo skrzyżowania bez świateł udało się ją przeciąć rowerową grupą dość szybko i przez kolejne miejscowości brykaliśmy po fajnych asfaltach o prawie zerowym ruch samochodów.

          Czytaj więcej...

          Północnym Kampinosem na lody do Żelazowej Woli 11.08.2013

          W niedzielne przedpołudnie szwendaczkowi rowerzyści zjechali się na zbiórkę do Nowego Dworu Mazowieckiego. Dotarliśmy tam dwoma pociągami z Warszawy, a niektórzy na własnych kołach, więc na starcie byli już po porządnej rozgrzewce.

          Przy stacji PKP omówiliśmy przebieg trasy z mapkami w ręku i ruszyliśmy w ponad 80 osobowej ekipie w kierunku wału wiślanego. Złapaliśmy go po przejechaniu kilku miejskich ulic, a na wale zrobiliśmy baaaardzo długi peleton rowerzystów, bo jechać trzeba było gęsiego :) Takim sznureczkiem dojechaliśmy do mostu i przeprawiliśmy się na drugą stronę Wisły.

          Fotki uczestników wycieczki:
          Paweł, Piotrek

          Grupówka przy PKP Nowy Dwór Mazowiecki

          Tam po dłuższej chwili ponownie wjechaliśmy na wał i podążaliśmy nim przez kilka km podziwiając wiślane zakola i starorzecza.
          Do cywilizacji ponownie wróciliśmy w Leoncinie, gdzie opanowaliśmy dwa spożywczaki i w każdym zrobiliśmy wielki obrót ;)

          Dalsza trasa to już północne obrzeża Kampinosu. Miało się jednak wrażenie, że jedziemy środkiem lasu, a ścieżki leśne momentami były bardzo wymagające. Przerwę popasową od leśnych zmagań zrobiliśmy sobie w okolicach Nowin, a Piaski Królewskie mają faktycznie odpowiednią nazwę do terenu na którym się znajdują ;)

                                                                                                                             
          Przebieg trasy - ślad GPS

          Przecinając na wskroś na południe kampinoskie ścieżki, gdy wydawało się,
          że już tylko kilka km dzieli nas od Żelazowej Woli natrafiliśmy na wymowną tabliczkę "szlak okresowo podtopiony" z wymownym obrazkiem łodzi podwodnej ;)

          Tym razem z uwagi na sporo km w nogach za nami i czekającymi lodami zrezygnowaliśmy z przeprawy z rowerami i objazdem dojechaliśmy do restauracji w Żelazowej Woli, gdzie czekała na nas szwendaczkowa promocja lodowa. Do zakupionych minimum dwóch kulek lodów, jedna była gratis :) Zrobiliśmy niezłą kolejeczkę, ale obsługa sprawnie sobie radziła
          i łącznie wciągnęliśmy kilkaset kulek lodów :)

          Po lodowym deserku czas było zbierać się w kieruku mety wycieczki.
          A że z czasem byliśmy lekko w plecy, to skrótem (który okazał się nie być dłuższy niż oryginalna trasa) ;) pojechaliśmy do Sochaczewa.

          Szczególne podziękowania jeszcze raz dla ekipy sochaczewskiej, która zna tamtą okolicę jak własną kieszeń i popilotowała szwendaczkową gromadkę skrótem do samego pociągu powrotnego :)

          W Sochaczewie zdążyliśmy kupić bilety powrotne, a na peron wjechał skład starego typu (ale po liftingu) złożony z dwóch jednostek
          i bez problemu wszyscy zapakowaliśmy się z rowerami w drogę powrotną. Po ok. godzinie dotarliśmy do Warszawy.

          Z rowerowym pozdrowieniem
          Piotrek

          Czytaj więcej...

          Przez Lasy Chotomowskie nad Zegrze 06.07.2013

          Lipcowa sobota od rana była pełna słońca, a prognozy przewidywały że cały dzień będzie świetny na rower. Przy stacji
          PKP Chotomów zebraliśmy się po dojechaniu dwóch pociągów i okazało się, że szwendaczkowa ekipa nad Zegrze liczy aż

          85 rowerzystów! :)

          Po zapoznaniu się z mapkami i omówieniu trasy ruszyliśmy przez Lasy Chotomowskie szlakiem pieszym. Jak się potem okazało szlak nawet specjalnie nie był odwiedzany przez pieszych, bo wielokrotnie zmagaliśmy się z krzakami i inną roślinnością, która bardzo się starała, aby miejscami szlak był nie tylko nie do przejechania, ale nawet nie do przejścia. Po to jednak w większości mamy górskie rowery, aby z takimi atrakcjami przyrodniczymi świetnie dać sobie radę :)

          Fotki uczestników wycieczki:
          Mariusz, Piotrek, Włodek, Michał, Monika

          oraz filmy: innego Piotrka oraz Adama

          Grupówka przy PKP Chotomów = 85 rowerzystów

          Po leśnych przygodach dotarliśmy do Janówka, gdzie uzupełniliśmy zapasy w spożywczaku i schłodziliśmy się lodami. Po przecięciu torów kolejowych nowym tunelem, który dla aut jeszcze nie był dostępny odbiliśmy w stronę Fortu IV. Na jego teren niektórzy dostali się brykając przez kręgi betonowe, a inni pod zasiekami z drutu kolczastego, ale wszystkim udało się przyjrzeć fortowi
          z bliska.

          Dalsze trasa poprowadziła nas obok Fortu XVII do Fortu D-9, gdzie zrobiliśmy dłuższy postój i przyjrzeliśmy się jak obecnie wygląda tamten rejon w którym widać, że intensywnie działają grupy paintball-owe. W miejscowości Góra zerknęliśmy na zabytkowy spichlerz i ruiny Pałacu Poniatowskich, ale w obu przypadkach były niemal całkowicie zarośnięte bluszczem.

                                                                                                                             
          Przebieg trasy - ślad GPS

          Szlak wokół Jeziora Góra był całkiem przyjemny. Dopiero gdy wskoczyliśmy na czerwony szlak rowerowy w stronę wału nad Narwią zaczęła się prawdziwa survivalowa przygoda ;) Najpierw błotko, błotko i jeszcze raz błotko, przez które niektórzy nawet próbowali przejeżdżać. Chwilowo trafiliśmy na wykoszoną łąkę, gdzie można było odetchnąć.

          Wydawało się, że teraz to już będzie lajcik, ale wkoło tereny bagienne
          i naszymi rowerami walczyliśmy niemal jak maczetami, aby przez zarośla
          i pokrzywy
          sięgające kierownicy przebić się o kolejne metry do przodu :)
          Po zaliczeniu łąkowej podkowy ;) a następnie rowu zarośniętego leszczyną udało nam się wbić w łąkową autostradę ;) i nią dotarliśmy już bez problemu do wału.

          Jazda wałem nad Narwią to już czysta przyjemność. Po drodze wstąpiliśmy jeszcze na kawałek dzikiej plaży przy ropociągu i po krótkiej przerwie podążaliśmy w stronę Wieliszewa. A tam na plaży czekała na nas już część ekipy, która sprytnie ominęła odcinek specjalny ;) Zbiorowymi siłami dotarliśmy do Zegrza, a tam boczną uliczką przedostaliśmy się na Dziką Plażę w Nieporęcie. Część z nas zakosztowała kąpieli w Zalewie Zegrzyńskim. Woda wprawdzie nie była pierwszej klasy czystości ;) ale była ciepła i odświeżająca :) W czasie długiego postoju można też było wszamać rybkę na barce.

          Znad Zegrza ruszyliśmy w dwóch podgrupach. Jedna część ekipy zgodnie z planem ruszyła szlakami do stacji PKP Warszawa Choszczówka, a druga część pomknęła z koła wzdłuż Kanału Żerańskiego do Warszawy. Jeszcze przed zmrokiem po całodniowej rowerowej włóczędze dotarliśmy aktywnie zmęczeni ale szczęśliwi do swoich czterech kątów.

          Z rowerowym pozdrowieniem
          Piotrek

          Czytaj więcej...

          Kampinos - rowerowe SPA dla stóp 08.06.2013

          Pod sklepem Stokrotka na Bemowie już przed dziewiątą zaczęli zjeżdżać się rowerowi pogromcy Kampinosu :) Pogoda od samego rana zachęcała aby wyskoczyć na rower. Słońce pięknie przygrzewało na błękitnym niebie z białymi obłoczkami. Ekipa rowerowa już na starcie była międzynarodowa, ponieważ dołączyli do nas również Filipińczycy! Jak widać informacje o szwendaczkowej wycieczce rozeszły się baaardzo daleko ;) Następnym razem oczekujemy rowerzystów z Kamczatki ;)

          Rowerową ekipą przejechaliśmy na wlot rezerwatu Łosiowe Błota. Tam dołączyło do nas jeszcze kilka spóźnialskich osób i naprawiliśmy pierwszego kapcia. Na grupowej fotce ledwo się zmieściliśmy, bo leśnych najeźdźców było aż 67 osób!

          Fotki uczestników wycieczki:
          Leszek, Mariusz, Piotrek, Włodek, Paweł, Michał, Monika

          oraz filmik Mariusza z przeprawy na odcinku specjalnym

          Grupówka na Łosiowych Błotach = 67 rowerzystów

          Ścieżka rezerwatu szybko wyprowadziła nas na asfalcik i pomknęliśmy przez Stare Babice do Lipkowa. Niebieski szlak którym wjechaliśmy na tereny puszczańskie okazał się niezbyt łaskawy dla rowerów, a i śladów po konnych przejażdżkach nie brakowało, ale sprytnie wskoczyliśmy na równoległą ścieżynkę i pokonywaliśmy kolejne kilometry.

                                                                                                                             
          Kampinos - trasa SPA

          Postoje po drodze były bardzo ruchliwe ;) bo po zejściu z roweru należało nieustannie wykonywać ruchy taneczne odstraszające muchy i komary ;) Mimo że tych paskudnych owadów było w przeliczeniu po kilkadziesiąt na każdego rowerzystę, to daliśmy im radę :)

          Na leśnych ścieżkach Kampinosu kilkukrotnie złapał nas przelotny deszczyk, ale zanim zdążyliśmy zmoknąć, to już po chwili znowu świeciło piękne słońce :)

          Na Wierszowskiej Drodze trafiliśmy natomiast na odcinek specjalny, który większości bardzo przypadł do gustu :) Na kilkuset metrach nasza trasa była w dużej mierze zalana mieszaniną wody i błota. Słoneczko dogrzewało, więc z przyjemnością ściągnęliśmy buty i skarpetki i urządziliśmy sobie przejście z kąpielą błotną dla stóp ;)) Niektórzy za takie SPA płacą ciężkie pieniądze, a nam Kampinos zapodał gratis :)

          Po wyjeździe na obrzeża Kampinosu wdępnęliśmy do spożywczaka w Zaborowie na uzupełnienie zapasów. Tam przy okazji udało się naprawić drugiego (i na szczęście ostatniego) kapcia.

          Dalsza trasa to już asfalt z niewielką ilością samochodów na skraju Kampinosu. Przejechaliśmy przez Wólkę i Mariew, a w Stanisławowie zawitaliśmy do Biker Pubu. Nie wszyscy trafili tam od razu, ale warto było cofnąć się kilka km i zrobić dłuższą przerwę w sympatycznym miejscu, gdzie lubią rowerzystów :)

          Po dłuższym biwakowaniu ruszyliśmy na ostatni odcinek trasy i przez Zalesie i Koczarki trafiliśmy ponownie do Lipkowa. Deszczyk złapał nas jeszcze raz, ale ponownie krótki i z szybkim wyschnięciem. W Klaudynie pokonaliśmy jeszcze ostatni odcinek specjalny, po którym zrobiliśmy konkurs na najbardziej ubłocone nogi rowerzysty ;) Z ubłoconymi nogami, ale jednocześnie z uśmiechami na twarzach przed g.18 byliśmy z powrotem pod Stokrotką.

          Z rowerowym pozdrowieniem
          Piotrek

          Czytaj więcej...
          Subskrybuj to źródło RSS