Menu
Tablet menu
na rowerze

na rowerze (39)

Archiwum wycieczek rowerowych

Mazury - wokół Jeziora Śniardwy 19-20.07.2014

W lipcu 2014 wybraliśmy się na rowerowy objazd Jeziora Śniardwy - największego w Polsce. Podczas 2 dni rowerkowania zawitaliśmy do wielu ciekawych nadbrzeżnych miejscowości, urządziliśmy sobie odświeżające kąpiele, w knajpkach spałaszowaliśmy niejedną smakowitą, mazurską rybkę, a w ramach objazdu zobaczyliśmy z bliska nie tylko Śniardwy z każdej strony, ale również inne jeziora m.in. Tuchlin, Białoławki, Seksty czy Kaczerajno.

!!! FOTKI Z WYCIECZKI !!!
galeria do obejrzenia w dwóch wersjach wyświetlania
Picasa Web Albums Google + Albums
Grupóweczka na starcie trasy w Zdorach

Przepłynęliśmy też z rowerami promem w miejscowości Wierzba. Przemieszczaliśmy się po lasach, polach i nad wodą w obrębie Mazurskiego Parku Krajobrazowego korzystając z dróg i ścieżek położonych jak najbliżej linii brzegowej jeziora. A zanim wskoczyliśmy na nasze dwukołowe rumaki każdy przyczepił sobie do roweru niespodziankową, szwendaczkową chorągiewkę :)

Objazd rozpoczęliśmy w miejscowości Zdory niedaleko Pisza. Następnie obraliśmy kierunek południowy i zaczęliśmy od przejazdu obok Jeziora Seksty, które łączy się bezpośrednio ze Śniardwami w ich południowo-wchodniej części. Jadąc dalej przejechaliśmy przez miejscowości Karwik i Niedźwiedzi Róg. Po przeprawie promowej w Wierzbie, która rozgranicza Jezioro Bełdany od Jeziora Mikołajskiego najpierw rowerowym szlakiem, a potem kawałek pieszym dojechaliśmy do Mikołajek na naszą bazę.

Po zaparkowaniu naszych rumaków w bazie noclegowej ruszyliśmy z buta do centrum Mikołajek. Wszamaliśmy  porządną obiadokolację, a potem zakosztowaliśmy mazurskiego wieczoru w jednej z licznych knajpek żeglarskich.

W niedzielę ruszyliśmy z Mikołajek i tym razem jechaliśmy wzdłuż północnego brzegu Jeziora Śniardwy. Początkowo mknęliśmy  wzdłuż Jeziora Mikołajskiego przejeżdżając przez Stawek i Dybowo i docierając do Łuknajna, które rozgranicza Jezioro Łuknajno od Jeziora Śniardwy.

Z północno-wschodniego krańca J. Śniardwy podążaliśmy na północ i dojechaliśmy do miejscowości letniskowej Nowe Guty. Na koniec naszego objazdu Jeziora Śniardwy zawitaliśmy ponownie do miejscowości Zdory, a tam w restauracji zlokalizowanej w dawnej, wiejskiej remizie rozsmakowaliśmy się w pysznym jedzonku, którym uzupełniliśmy energię po drugim dniu rowerowania. Po energetycznym posiłku zapakowaliśmy nasze rowery i siebie do pojazdów i ruszyliśmy w drogę powrotną do Warszawy.

Z rowerowym pozdrowieniem
Iza i Piotrek (oraz mała Kornelia)

Czytaj więcej...

Rowerem po sandomierskiej krainie rozmaitości 31.05-01.06.2014

Na przełomie maja i czerwca wybraliśmy się na rowerowy weekend po ziemi sandomierskiej i opatowskiej. Pojeździliśmy po szlakach rowerowych w okolicy uroczego Sandomierza. A sobotni wieczór, noc i niedzielny poranek spędziliśmy w samym Sandomierzu będącym jednym z najpiękniejszych miast w Polsce, malowniczo położonym na nadwiślańskiej skarpie, która stanowi strome zakończenie Gór Świętokrzyskich.

!!! FOTKI Z WYCIECZKI !!!
galeria do obejrzenia w dwóch wersjach wyświetlania
Picasa Web Albums Google + Albums
Silna rowerowa ekipa pod wezwaniem Szwendaczka

W naszym rowerowym szwendaniu dzielnie towarzyszyła nam najmłodsza Szwendaczka: 7-miesięczna Kornelia, która całą dwudniową trasę pokonała w swojej przyczepce rowerowej podczepiona do roweru taty :)

Podczas 2 dni rowerkowania nakręciliśmy trochę ponad 120 km i oprócz Sandomierza odwiedziliśmy Opatów, Koprzywnicę oraz Ujazd ze słynnymi ruinami zamku Krzyżtopór. W Opatowie przyjrzeliśmy się z bliska najcenniejszemu tutejszemu zabytkowi:  romańskiej Kolegiacie św. Marcina i zagłębiliśmy się w czeluście podziemnych korytarzy i malutkich piwnic zwiedzając fenomenalną Podziemną Trasę Turystyczną o długości 402 m.

Pierwszego dnia niektóre odcinki naszej trasy prowadziły lessowymi wąwozami. A charakterystyczne dla ziemi sandomierskiej pagórki i dolinki sprawiały, że trzeba było pokonywać sporo długich, ciężkich podjazdów. Na szczęście po każdym ostrym podjeździe czekały nas fantastyczne zjazdy!

Na nocleg dojechaliśmy do Sandomierza - jednego z najstarszych i najpiękniejszych polskich miast. Po rozlokowaniu się w pensjonacie niektórzy z nas wybrali się na spacer do malowniczego Wąwozu Królowej Jadwigi, a inni od razu udali się na położoną na skarpie starówkę na wieczorne knajpowanie.  Z knajpy, w której wciągaliśmy obiadokolację mogliśmy podziwiać stojący ośrodku rynku Ratusz - jeden z najpiękniejszych ratuszy w Polsce.

Drugiego dzień rozpoczęliśmy od wdrapania się na Bramę Opatowską, która od wielu lat uważana jest za symbol Sandomierza. Podziwiać z niej mogliśmy nie tylko panoramę miasta, ale również zachwycającą błękitną wstęgę Wisły, okalającą prastare mury królewskiego grodu. Po zejściu z Bramy ruszyliśmy w stronę Gór Pieprzowych, zbudowanych z łupków kambryjskich barwą przypominającą pieprz - stąd nazwa. Tu zrobiliśmy krótką rozwałkę podziwiając rozległą panoramę oddalonego o kilka kilometrów centrum Sandomierza.

Dalsza trasa drugiego dnia była zdecydowanie bardziej płaska niż pierwszego :) Po ok. 60 km dopedałowaliśmy do Ujazdu, który słynie z monumentalnego zamku Krzyżtopór, zbudowanego w latach 1631-34 przez wojewodę sandomierskiego Krzysztofa Ossolińskiego. Dobrze zachowane ruiny zamku zwiedziliśmy  z  przewodnikiem, który ciekawie opowiadał o zabytku. Po tej lekcji historii zapakowaliśmy się do autokaru i ok 23 dotarliśmy do stolicy naładowani pozytywną rowerową energią :)

Z rowerowym pozdrowieniem
Iza i Piotrek (oraz malutka Kornelia)

Czytaj więcej...

Wokół Jeziora Nidzkiego i Jeziora Bełdany 7-8.09.2013

W pierwszy pełny weekend września wybraliśmy się z naszymi dwukołowymi pojazdami na Mazury, które są wprost wymarzonym rejonem dla miłośników połykania przestrzeni z wiatrem we włosach.

Pogoda zapowiadała się przednia i takaż była przez cały weekend. Mieliśmy wręcz upalne, letnie dwa dni. Wprawdzie woda w jeziorach nie była już o takiej temperaturze jak latem, ale znalazł się śmiałek w ekipie, który nie odmówił sobie kąpieli wodnej na jednym z popasów nad brzegiem jeziora.

!!! FOTKI Z WYCIECZKI !!!
galeria do obejrzenia w dwóch wersjach wyświetlania
Picasa Web Albums Google + Albums
Przed wyruszeniem na niedzielną trasę wokół Jeziora Bełdany

W sobotę mieliśmy plan objechania dookoła Jeziora Nidzkiego, tak aby trzymać się jak najbliżej jego linii brzegowej. Ruszyliśmy z Rucianego-Nidy i pomknęliśmy w kierunku Leśniczówki Pranie, gdzie zwiedziliśmu Muzeum K.I.Gałczyńskiego.

Kawałek dalej trafiła się wspaniała trawiasta plaża, gdzie urządziliśmy sobie słoneczny popas, niektórzy popas w stodolnej knajpce, a wspomniany wcześniej śmiałek popas w wodzie po pas i głębiej ;)

Objeżdżając jezioro trafialiśmy na liczne miejsca biwakowe jak również na dzikie plaże czy zatoczki, gdzie mogliśmy pokontemplować widoczki na pływające żaglówki.

Rundę wkoło jeziora zakończyliśmy w ośrodku wypoczynkowym nad Jeziorem Bełdany, które było celem na dzień następny. Wieczorkiem zmajstrowaliśmy ognisko nad brzegiem jeziora i upiekliśmy ziemniaczki :)

W niedzielę po śniadaniu w ośrodku podjechaliśmy do Rucianego, uzupełniliśmy zapasy w spożywczaku i ruszyliśmy wzdłuż brzegów Jeziora Bełdany do Wierzby, gdzie czekała nas przeprawa promowa na granicy Jeziora Bełdany i Mikołajskiego.

Nie omieszkaliśmy oczywiście zajechać do Mikołajek. Wprawdzie to już wrzesień, ale pogoda piękna, więc wszystkie kawiarnie i cukiernie kusiły nas niezwykle, aby skosztować różnych pyszności. Po skosztowaniu setek słodkich kalorii ;) wróciliśmy do promu w Wierzbie, aby kontynuować trasę rowerową po drugiej stronie Jeziora Bełdany.

Na przystani Flosek urządziliśmy sobie totalne plażowanie i moczenie nóg. Aż żal by było nie skorzystać z tak pięknej pogody na zakończenie lata. Pokonując kolejne kilometry linii brzgowej jeziora przejechaliśmy obok osady Galindia, a kolejny popas zrobiliśmy w Iznocie, gdzie rzeka Krutynia kawałek dalej wpada do Jeziora Bełdany.

Po pokonaniu ostatniego fragmentu pętli wokół jeziora wróciliśmy do Rucianego-Nidy, a tam po wszamaniu smakowitej rybki spakowaliśmy się w drogę powrotną i ruszyliśmy do Warszawy.

Z rowerowym pozdrowieniem
Iza i Piotrek

Czytaj więcej...

Rowerowa Czerwcówka na Mazurach 30.05-2.06.2013

Na Czerwcówkę 2013 wybraliśmy się z naszymi górskimi (i nie tylko) rumakami do Krainy Wielkich Jezior Mazurskich. Naszą bazą wypadową stała się miejscowość Wilkasy tuż obok Giżycka.

Pierwszego dnia ruszyliśmy z koła prosto do Giżycka do Wieży Ciśnień. Pogoda była wspaniała, więc uraczyliśmy się nie tylko pięknymi widokami z jej szczytu, ale i smakowitymi ciachami z kawą w wieżowej kawiarence.

!!! FOTKI Z WYCIECZKI !!!
galeria do obejrzenia w dwóch wersjach wyświetlania
Picasa Web Albums Google + Albums
Grupenfota przy obrotowym moście w Giżycku

Dalsze kilometry pokonywaliśmy zielonym szlakiem rowerowym przez Sulimy i Kożuchy Wielkie. Przejechaliśmy wzdłuż Jeziora Wydmińskiego. Nieco dalej zboczyliśmy nieco na pomost i plażę nad Jeziorem Kruklin, gdzie przyjemnie było zamoczyć stopy.

W Miłkach obejrzeliśmy z zewnątrz zabytkowy kościół z XVw i pomknęliśmy do Rydzewa, gdzie wdępnęliśmy do typowej rybnej knajpki i spałaszowaliśmy m.in. takie rarytasy jak lin w śmietanie :)

Po smacznej rybce zostało nam jeszcze kika km do bazy, a gdy tam dotarliśmy rozpoczęliśmy wieczorną integrację w sympatycznie położonym ośrodku tuż nad Jeziorem Niegocin.

Poranek drugiego dnia przywitał nas rześkim powietrzem i po osiodłaniu rumaków ruszyliśmy w kierunku wojennej kwatery Hitlera. Po trasie odwiedziliśmy też lokalnego rzeźbiarza u którego niektórzy z nas kupili sowy, kaczki i inne zwierzaczki misternie wydłubane w drewnie.

Po zaparkowaniu rowerów przed wejściem do Wilczego Szańca zapuściliśmy się z przewodnikiem w jego tajemnicze zakamarki. Najwięcej frajdy sprawiały przejścia w ruinach bunkrów, gdzie wchodzić i wolno, ale z przewodnikiem to co innego ;)

Po pouczającej lekcji historii wstąpiliśmy do sąsiadującego Parku Miniatur Warmii i Mazur, gdzie można było z bliska przyjrzeć się wykonanym w skali najciekawszym zabytkom regionu.

W dalszej części trasy wokół Jeziora Dargin złapał nas deszczyk w Sztynorcie, ale wykorzystaliśmy ten czas na wciągnięcie smażonej rybki, a niektórzy na mazurską pizzę ;) Do bazy dotarliśmy już niemal o zmroku, a po drodze wciągnęliśmy jeszcze pyszne pączki, jeszcze cieplutkie prosto z piekarni :)

Trzeciego dnia naszym głównym celem była Zagroda Żubrów w Puszczy Boreckiej. Przejechaliśmy przez Sulimy i Kruklanki, a lasem w rejonie Jeziora Gołdopiwo dotarliśmy do rezerwatu w którym z bardzo bliska przyjrzeliśmy się wielkim żubrom.

W drodze powrotnej część z nas przejechała przez Kruklanki, a niektórzy sforsowali wysadzony w powietrze most kolejowy nad rzeczką Sapiną. Z rowerami prawie na plecach ;) nie było to łatwe zadanie, ale radochę mieliśmy jak dzieci ;)

Ostatniego dnia podskoczyliśmy po śniadaniu do Twierdzy Boyen w Giżycku. Zwiedziliśmy ją z przewodnikiem, po czym pomknęliśmy początkowo asfaltem, a na końcu zębowstrząsem ;) do Zamku Ryn. Tam zagłębiliśmy się do pięknych sal i korytarzy zamkowych, a po zamku wciągnęliśmy pyszne lody z lokalnego spożywczaka :)

Zerknęliśmy na znajdujący się tam pałacyk, ale ciekawsze było zwiedzenie manufaktury wyrabiającej ręcznie piece kaflowe i inne ciekawe przedmioty. Trasę ostatniego dnia zakończyliśmy jedzonkiem w Kętrzynie, a w drodze powrotnej podjechaliśmy jeszcze na oblukanie Sanktuarium w Świętej Lipce, gdzie trafił nam się wyjątkowy ksiądz gawędziarz.

Po czterech dniach mazurskiego rumakowania wróciliśmy pełni energii i wielu wrażeń, aby z pełną mocą ruszyć od poniedziałku do obowiązków dnia codziennego.

Z rowerowym pozdrowieniem
Iza i Piotrek

Czytaj więcej...

Wzdłuż Rawki w Bolimowskim Parku Krajobrazowym 14.09.2013

Wprawdzie weekend w połowie września nie rozpieszczał zbytnio pogodowo, ale na zbiórkę w Sochaczewie zjawiło się aż 30 szwendaczkowych, rowerowych twardzieli :) Prognoza była konkretna: nie za ciepło, ale też bez kropli deszczu i akurat tym razem faktycznie meteorologom się poszczęściło, bo podczas wycieczki woda była co najwyżej pod kołami, a z nieba nie spadło nic a nic :)

Ze stacji PKP ruszyliśmy wzdłuż torów, aby przedostać się na ich drugą stronę. Na przejeździe drogę przecieły nam zamknięte szlabany i jak się później okazało przejeżdżające przed nosem pociągi stały się motywem przewodnim wycieczki :) Wygodną dla rowerów drogą pomykaliśmy w kierunku obwodnicy Sochaczewa. Mimo skrzyżowania bez świateł udało się ją przeciąć rowerową grupą dość szybko i przez kolejne miejscowości brykaliśmy po fajnych asfaltach o prawie zerowym ruch samochodów.

Czytaj więcej...

Północnym Kampinosem na lody do Żelazowej Woli 11.08.2013

W niedzielne przedpołudnie szwendaczkowi rowerzyści zjechali się na zbiórkę do Nowego Dworu Mazowieckiego. Dotarliśmy tam dwoma pociągami z Warszawy, a niektórzy na własnych kołach, więc na starcie byli już po porządnej rozgrzewce.

Przy stacji PKP omówiliśmy przebieg trasy z mapkami w ręku i ruszyliśmy w ponad 80 osobowej ekipie w kierunku wału wiślanego. Złapaliśmy go po przejechaniu kilku miejskich ulic, a na wale zrobiliśmy baaaardzo długi peleton rowerzystów, bo jechać trzeba było gęsiego :) Takim sznureczkiem dojechaliśmy do mostu i przeprawiliśmy się na drugą stronę Wisły.

Fotki uczestników wycieczki:
Paweł, Piotrek

Grupówka przy PKP Nowy Dwór Mazowiecki

Tam po dłuższej chwili ponownie wjechaliśmy na wał i podążaliśmy nim przez kilka km podziwiając wiślane zakola i starorzecza.
Do cywilizacji ponownie wróciliśmy w Leoncinie, gdzie opanowaliśmy dwa spożywczaki i w każdym zrobiliśmy wielki obrót ;)

Dalsza trasa to już północne obrzeża Kampinosu. Miało się jednak wrażenie, że jedziemy środkiem lasu, a ścieżki leśne momentami były bardzo wymagające. Przerwę popasową od leśnych zmagań zrobiliśmy sobie w okolicach Nowin, a Piaski Królewskie mają faktycznie odpowiednią nazwę do terenu na którym się znajdują ;)

                                                                                                                   
Przebieg trasy - ślad GPS

Przecinając na wskroś na południe kampinoskie ścieżki, gdy wydawało się,
że już tylko kilka km dzieli nas od Żelazowej Woli natrafiliśmy na wymowną tabliczkę "szlak okresowo podtopiony" z wymownym obrazkiem łodzi podwodnej ;)

Tym razem z uwagi na sporo km w nogach za nami i czekającymi lodami zrezygnowaliśmy z przeprawy z rowerami i objazdem dojechaliśmy do restauracji w Żelazowej Woli, gdzie czekała na nas szwendaczkowa promocja lodowa. Do zakupionych minimum dwóch kulek lodów, jedna była gratis :) Zrobiliśmy niezłą kolejeczkę, ale obsługa sprawnie sobie radziła
i łącznie wciągnęliśmy kilkaset kulek lodów :)

Po lodowym deserku czas było zbierać się w kieruku mety wycieczki.
A że z czasem byliśmy lekko w plecy, to skrótem (który okazał się nie być dłuższy niż oryginalna trasa) ;) pojechaliśmy do Sochaczewa.

Szczególne podziękowania jeszcze raz dla ekipy sochaczewskiej, która zna tamtą okolicę jak własną kieszeń i popilotowała szwendaczkową gromadkę skrótem do samego pociągu powrotnego :)

W Sochaczewie zdążyliśmy kupić bilety powrotne, a na peron wjechał skład starego typu (ale po liftingu) złożony z dwóch jednostek
i bez problemu wszyscy zapakowaliśmy się z rowerami w drogę powrotną. Po ok. godzinie dotarliśmy do Warszawy.

Z rowerowym pozdrowieniem
Piotrek

Czytaj więcej...

Przez Lasy Chotomowskie nad Zegrze 06.07.2013

Lipcowa sobota od rana była pełna słońca, a prognozy przewidywały że cały dzień będzie świetny na rower. Przy stacji
PKP Chotomów zebraliśmy się po dojechaniu dwóch pociągów i okazało się, że szwendaczkowa ekipa nad Zegrze liczy aż

85 rowerzystów! :)

Po zapoznaniu się z mapkami i omówieniu trasy ruszyliśmy przez Lasy Chotomowskie szlakiem pieszym. Jak się potem okazało szlak nawet specjalnie nie był odwiedzany przez pieszych, bo wielokrotnie zmagaliśmy się z krzakami i inną roślinnością, która bardzo się starała, aby miejscami szlak był nie tylko nie do przejechania, ale nawet nie do przejścia. Po to jednak w większości mamy górskie rowery, aby z takimi atrakcjami przyrodniczymi świetnie dać sobie radę :)

Fotki uczestników wycieczki:
Mariusz, Piotrek, Włodek, Michał, Monika

oraz filmy: innego Piotrka oraz Adama

Grupówka przy PKP Chotomów = 85 rowerzystów

Po leśnych przygodach dotarliśmy do Janówka, gdzie uzupełniliśmy zapasy w spożywczaku i schłodziliśmy się lodami. Po przecięciu torów kolejowych nowym tunelem, który dla aut jeszcze nie był dostępny odbiliśmy w stronę Fortu IV. Na jego teren niektórzy dostali się brykając przez kręgi betonowe, a inni pod zasiekami z drutu kolczastego, ale wszystkim udało się przyjrzeć fortowi
z bliska.

Dalsze trasa poprowadziła nas obok Fortu XVII do Fortu D-9, gdzie zrobiliśmy dłuższy postój i przyjrzeliśmy się jak obecnie wygląda tamten rejon w którym widać, że intensywnie działają grupy paintball-owe. W miejscowości Góra zerknęliśmy na zabytkowy spichlerz i ruiny Pałacu Poniatowskich, ale w obu przypadkach były niemal całkowicie zarośnięte bluszczem.

                                                                                                                   
Przebieg trasy - ślad GPS

Szlak wokół Jeziora Góra był całkiem przyjemny. Dopiero gdy wskoczyliśmy na czerwony szlak rowerowy w stronę wału nad Narwią zaczęła się prawdziwa survivalowa przygoda ;) Najpierw błotko, błotko i jeszcze raz błotko, przez które niektórzy nawet próbowali przejeżdżać. Chwilowo trafiliśmy na wykoszoną łąkę, gdzie można było odetchnąć.

Wydawało się, że teraz to już będzie lajcik, ale wkoło tereny bagienne
i naszymi rowerami walczyliśmy niemal jak maczetami, aby przez zarośla
i pokrzywy
sięgające kierownicy przebić się o kolejne metry do przodu :)
Po zaliczeniu łąkowej podkowy ;) a następnie rowu zarośniętego leszczyną udało nam się wbić w łąkową autostradę ;) i nią dotarliśmy już bez problemu do wału.

Jazda wałem nad Narwią to już czysta przyjemność. Po drodze wstąpiliśmy jeszcze na kawałek dzikiej plaży przy ropociągu i po krótkiej przerwie podążaliśmy w stronę Wieliszewa. A tam na plaży czekała na nas już część ekipy, która sprytnie ominęła odcinek specjalny ;) Zbiorowymi siłami dotarliśmy do Zegrza, a tam boczną uliczką przedostaliśmy się na Dziką Plażę w Nieporęcie. Część z nas zakosztowała kąpieli w Zalewie Zegrzyńskim. Woda wprawdzie nie była pierwszej klasy czystości ;) ale była ciepła i odświeżająca :) W czasie długiego postoju można też było wszamać rybkę na barce.

Znad Zegrza ruszyliśmy w dwóch podgrupach. Jedna część ekipy zgodnie z planem ruszyła szlakami do stacji PKP Warszawa Choszczówka, a druga część pomknęła z koła wzdłuż Kanału Żerańskiego do Warszawy. Jeszcze przed zmrokiem po całodniowej rowerowej włóczędze dotarliśmy aktywnie zmęczeni ale szczęśliwi do swoich czterech kątów.

Z rowerowym pozdrowieniem
Piotrek

Czytaj więcej...

Kampinos - rowerowe SPA dla stóp 08.06.2013

Pod sklepem Stokrotka na Bemowie już przed dziewiątą zaczęli zjeżdżać się rowerowi pogromcy Kampinosu :) Pogoda od samego rana zachęcała aby wyskoczyć na rower. Słońce pięknie przygrzewało na błękitnym niebie z białymi obłoczkami. Ekipa rowerowa już na starcie była międzynarodowa, ponieważ dołączyli do nas również Filipińczycy! Jak widać informacje o szwendaczkowej wycieczce rozeszły się baaardzo daleko ;) Następnym razem oczekujemy rowerzystów z Kamczatki ;)

Rowerową ekipą przejechaliśmy na wlot rezerwatu Łosiowe Błota. Tam dołączyło do nas jeszcze kilka spóźnialskich osób i naprawiliśmy pierwszego kapcia. Na grupowej fotce ledwo się zmieściliśmy, bo leśnych najeźdźców było aż 67 osób!

Fotki uczestników wycieczki:
Leszek, Mariusz, Piotrek, Włodek, Paweł, Michał, Monika

oraz filmik Mariusza z przeprawy na odcinku specjalnym

Grupówka na Łosiowych Błotach = 67 rowerzystów

Ścieżka rezerwatu szybko wyprowadziła nas na asfalcik i pomknęliśmy przez Stare Babice do Lipkowa. Niebieski szlak którym wjechaliśmy na tereny puszczańskie okazał się niezbyt łaskawy dla rowerów, a i śladów po konnych przejażdżkach nie brakowało, ale sprytnie wskoczyliśmy na równoległą ścieżynkę i pokonywaliśmy kolejne kilometry.

                                                                                                                   
Kampinos - trasa SPA

Postoje po drodze były bardzo ruchliwe ;) bo po zejściu z roweru należało nieustannie wykonywać ruchy taneczne odstraszające muchy i komary ;) Mimo że tych paskudnych owadów było w przeliczeniu po kilkadziesiąt na każdego rowerzystę, to daliśmy im radę :)

Na leśnych ścieżkach Kampinosu kilkukrotnie złapał nas przelotny deszczyk, ale zanim zdążyliśmy zmoknąć, to już po chwili znowu świeciło piękne słońce :)

Na Wierszowskiej Drodze trafiliśmy natomiast na odcinek specjalny, który większości bardzo przypadł do gustu :) Na kilkuset metrach nasza trasa była w dużej mierze zalana mieszaniną wody i błota. Słoneczko dogrzewało, więc z przyjemnością ściągnęliśmy buty i skarpetki i urządziliśmy sobie przejście z kąpielą błotną dla stóp ;)) Niektórzy za takie SPA płacą ciężkie pieniądze, a nam Kampinos zapodał gratis :)

Po wyjeździe na obrzeża Kampinosu wdępnęliśmy do spożywczaka w Zaborowie na uzupełnienie zapasów. Tam przy okazji udało się naprawić drugiego (i na szczęście ostatniego) kapcia.

Dalsza trasa to już asfalt z niewielką ilością samochodów na skraju Kampinosu. Przejechaliśmy przez Wólkę i Mariew, a w Stanisławowie zawitaliśmy do Biker Pubu. Nie wszyscy trafili tam od razu, ale warto było cofnąć się kilka km i zrobić dłuższą przerwę w sympatycznym miejscu, gdzie lubią rowerzystów :)

Po dłuższym biwakowaniu ruszyliśmy na ostatni odcinek trasy i przez Zalesie i Koczarki trafiliśmy ponownie do Lipkowa. Deszczyk złapał nas jeszcze raz, ale ponownie krótki i z szybkim wyschnięciem. W Klaudynie pokonaliśmy jeszcze ostatni odcinek specjalny, po którym zrobiliśmy konkurs na najbardziej ubłocone nogi rowerzysty ;) Z ubłoconymi nogami, ale jednocześnie z uśmiechami na twarzach przed g.18 byliśmy z powrotem pod Stokrotką.

Z rowerowym pozdrowieniem
Piotrek

Czytaj więcej...

Mrozy - Urle czyli mazowieckie krajobrazy 27.04.2013

Sobotnim rankiem ruszyliśmy pociągiem KM z Zachodniej do Mrozów. Pociąg został napakowany rowerami do granic wytrzymałości ;) W miejscu gdzie było 3 uchwyty rowerowe upakowaliśmy 15 szt, więc 500% normy :) Wspólnymi siłami udało się wszystkich upchać, ale łatwo nie było, bo pociąg krótki, nowoczesny, a szwendaczkowych rowerzystów ponad 70 osób :)

Fotki uczestników wycieczki:
Włodek, Piotrek, Magda

Grupówka na starcie w Mrozach = 77 rowerzystów

Przy stacji w Mrozach wszyscy się poznaliśmy i przeanalizowaliśmy trasę do Urli na rozdanych mapkach. Peletonem złożonym ostatecznie aż z 77 cyklistów ruszyliśmy na 62 km trasę.

Pogoda dopisywała. Nad nami słońce, a temperatura ok. 20 stopni C, więc wprost idealnie na rowerowanie. Przez większość trasy pomykaliśmy po asfaltach, a samochody które nas mijały (a dużo ich nie było) zachowywały bezpieczną odległość i prędkość widząc tyle rowerów :)

                                                                                                                   
Mrozy - Urle

Pierwszy większy postój zrobiliśmy w miejscowości Wierzbno. Nie można tam było wprawdzie wsiąść do metra ;) ale był za to świetny spożywczak,
w którym zrobiliśmy spory obrót zaopatrując się w napoje, czekolady, lody
i inne przekąski. Zielony placyk w centrum miejscowości był znakomity na krótki piknik.

W międzyczasie jeden z rowerzystów złapał gumę, ale szybko się z nią uwinął, a dla pozostałych była chwila na kolejny odpoczynek.
Gdy dojechaliśmy do Pniewnika trafiliśmy akurat na coś w rodzaju koncertu na kościelnych dzwonach. Na początku wydawało sie całkiej fajne, ale po dłuższej chwili zaczęły się domysły jak to wyłączyć ;)

Dalsza trasa kierowała nas na "na"Leśniki, ale okazało się, że we wsi nie pomyśleli o ich smażeniu i nie zaserwowali ich przejeżdżającej grupie rowerzystów ;) Kolejny popas urządziliśmy na placyku w Korytnicy,
który został cały zapełniony rowerami i ich właścicielami.

Po dojechaniu do Sekłaka zbliżaliśmy się coraz bardziej do koryta rzeki Liwiec. Po wypatrzeniu przyjemnej polanki zrobiliśmy sobie całkiem konkretne plażowanie :) Pogoda jednak ciut się pogarszała, słońce się schowało i coś zaczęło pokapywać z nieba. Zebraliśmy się więc z pikniku i ruszyliśmy na ostatni odcinek trasy.

Dojeżdżając do Urli nieco nas skropiło, ale w świetnych humorach dotarliśmy na stację PKP i po niedługim czasie zapakowaliśmy się do pociągu, tym razem miejsca było dość, bo przyjechał skład złożony z dwóch jednostek starego typu. Po ok. godzinie jazdy dotarliśmy do stolicy i rozjechaliśmy się w swoich kierunkach.

Szczególne brawa dla Oli i Leny (suma ich wieku ledwo przekraczała pełnoletniość) za przejechanie całej trasy z uśmiechami na twarzach, pomykającymi żwawo przed goniącymi ich rodzicami ;)

Z rowerowym pozdrowieniem
Piotrek

Czytaj więcej...

Rowerem na spotkanie żółwia błotnego 15-16.09.2012

Na rowerowy weekendzik 2012 wybraliśmy się w połowie września na jeden ze szlaków rowerowych regionu lubelskiego, który umożliwił nam poznanie Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego oraz Poleskiego Parku Narodowego – pięknych krain jezior, bagien i torfowisk, z ogromnym bogactwem flory i fauny.

!!! FOTKI Z WYCIECZKI !!!
galeria do obejrzenia w dwóch wersjach wyświetlania
Picasa Web Albums Google + Albums
Grupenfota przed budynkiem Dyrekcji PPN

W sobotni poranek zapakowaliśmy rowery do przyczepy i ruszyliśmy w stronę Lublina. Ok. 10 byliśmy na starcie naszej trasy w okolicy Kolonii Trześniów na obrzeżach Lublina. Tu każdy z uczestników otrzymał rozkładaną mapkę z przebiegiem naszej dwudniowej trasy oraz szwendaczkowy sprzęt do poskramiania niesfornych bagaży ;)

                                                                                                                                                                       
Ślad GPS - dzień 1 Ślad GPS - dzień 2
 

Gdy poskromiliśmy nasze bagaże, wskoczyliśmy na nasze dwukołowce i obraliśmy na początek kierunek na Jakubowice Murowane. Tu obejrzeliśmy ruiny zamku i otaczający je park z licznymi drzewami będącymi pomnikami przyrody: topolami czarnymi, jesionami wyniosłymi, wiązami pospolitymi, lipą amerykańską, orzechem czarnym, modrzewiem polskim i lipą drobnolistną.

Dalej pomknęliśmy wzdłuż Doliny Bystrzycy. W miejscowości Bystrzyca przejechaliśmy obok późnobarokowego kościoła pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny wzniesionego w latach 1709-17 oraz murowanego, klasycystycznego dworu zbudowanego w 1791 roku, pełniącego dawniej funkcje obronne, a obecnie wykorzystywanego przez Ośrodek Szkolno-Wychowawczy.

Po kolejnych kilku kilometrach dojechaliśmy do Zawieprzyc, gdzie wdrapaliśmy się na ruiny zamku z pierwszej połowy XVI w. i porowerkowaliśmy po parku pałacowym założonym w XIX w. otoczonym wysokim murem z arkadami i bramą wjazdową w stylu barokowym. Zajrzeliśmy też do oranżerii z dobrze zachowanymi kolumnami.

Od Zawieprzyc aż do Łęcznej towarzyszyła  nam rzeka Wieprz i utworzona tu strefa ochronna Nadwieprzańskiego Parku Krajobrazowego. Jadąc w stronę Łęcznej mijaliśmy liczne plantacje tytoniu i chmielu. Szczególne zainteresowanie wzbudził w nas sposób suszenia liści tytoniu. Na wjeździe do Łęcznej mieliśmy bliskie spotkanie z dinozaurami, które podkarmiliśmy kanapeczkami, a następnie ujarzmiliśmy w iście rowerowy sposób.

Po spotkaniu z dużym zwierzem wskoczyliśmy ponownie na rowerki i przejechalismy przez Bogdankę ze słynną kopalnią węgla kamiennego, Kaniwolę, Grabów, Czarny Las do Załucza Starego, czyli miejscowości leżących na obrzeżach Parku Krajobrazowego Pojezierza Łęczyńskiego i Poleskiego Parku Narodowego.

W Załuczu Starym przeszliśmy jeszcze z przewodnikiem 3,5 km ścieżkę przyrodniczą „Spławy”. Na ścieżce mogliśmy zaobserwować cenne zespoły leśne: subborealną brzezinę bagienną oraz ols kępowo-dolinkowy, a także torfowisko przejściowe i różne typy łąk. Szczególną atrakcją ścieżki były rośliny mięsożerne i kwitnące storczyki, o których z wielką pasją i zaangażowaniem opowiadał nam przewodnik. Ścieżka zakończyła się pomostem nad Jeziorem Łukie. Tu mogliśmy zapoznać się ze strefowością roślinności, jak to ma miejsce w jeziorze eutroficznym.

Nad jeziorem zastał nas zmrok, więc dalszą drogę do knajpy w Urszulinie na obiad, a następnie do Dębowca na nocleg, przejechaliśmy już po ciemku z czołówkami i z włączonym oświetleniem rowerowym. Wieczorkiem na naszej kwaterze agro najwytrwalsi pobiesiadowali jeszcze przy ognisku popijając złote trunki i piekąc kiełbaski.

W niedzielny poranek po zakupie dużej ilości świeżych orzechów laskowych od naszego gospodarza ruszyliśmy w stronę Urszulina. Tu w knajpie wciągnęliśmy śniadanko, a następnie udaliśmy się do Ośrodka Dydaktyczno - Administracyjnego Poleskiego Parku Narodowego, gdzie znajduje się „Ośrodek Ochrony Żółwia Błotnego", w którym obejrzeliśmy małe żółwie błotne, niektóre dopiero co wyklute z jaj. Obok budynku Ośrodka przespacerowaliśmy się po Ogrodzie Dydaktycznym, w którym wypatrzyliśmy kilka ciekawych eksponatów.

Po wizycie w Ośrodku obraliśmy kierunek na Wereszczyn. Tutaj zatrzymaliśmy się przy zabytkowym drewnianym kościele pod wezwaniem Św. Stanisława Biskupa i Świętej Trójcy wzniesionym w 1783 roku. Pobawiliśmy się też w poszukiwanie skarbu, czyli geocashing. Okazało się, że skarb został ukryty pod kamieniami pod stojącą obok kościoła świętą figurką.

W Wereszczynie zrobiliśmy też przerwę przy spożywczaku, gdzie zintegrowaliśmy się z lokalną ludnością oraz przy punkcie kupulacyjnym klaczy ;) Po opuszczeniu Wereszczyna wjechaliśmy na drogi polne i szutrowe, którymi dotarliśmy do Bagna Staw. Tu wdrapaliśmy się na wieżę widokową, z której mogliśmy podziwiać panoramę torfowiska węglanowego Bagno Staw.

Z Bagna Staw popedałowaliśmy przez Wojciechów do Hańska. W Hańsku załapaliśmy się na przykościelny „odpust”, gdzie wykupiliśmy mnóstwo szczypek, czyli supersłodkich regionalnych słodyczy i kolorowych wiatraczków dobranych kolorystycznie do naszych dwukołowych rumaków.

Napędzani siłą naszych odpustowych wiatraczków dosyć sprawnie dotarliśmy do Woli Uhruskiej, gdzie przy wieży widokowej był koniec szlaku rowerowego, którego trzymaliśmy się przez 2 dni. My jednak przejechaliśmy jeszcze do centrum Woli Uhruskiej na obiad przed drogą powrotną do Warszawy. Po obiedzie zapakowaliśmy nasze rowery na przyczepę i skierowaliśmy się na stolicę. Przed północą byliśmy w Warszawie.

Z rowerowym pozdrowieniem
Iza i Piotrek

Czytaj więcej...
Subskrybuj to źródło RSS