Menu
Tablet menu
na rowerze

na rowerze (40)

Archiwum wycieczek rowerowych

Rowerem na Hel i kajakiem do morza 30-31.08.2014

W ostatni weekend sierpnia 2014 wybraliśmy się na weekendową wycieczkę rowerową połączoną z krótkim spływem kajakowym na Pomorze. Motto wyjazdu oraz dwa główne cele brzmiały następująco: "Rowerem na Hel i kajakiem do morza".

W sobotni ranek wskoczyliśmy w kajaczki w okolicy Jeziora Żarnowieckiego i rozpoczęliśmy spływ urokliwą Piaśnicą. Najmłodsza uczestniczka spływu - 10-miesięczna Kornelia zajęła w kajaku wypasioną miejscówkę między mamą i tatą :) Podczas płynięcia zmoczył nas trochę deszczyk o różnym nasileniu, ale twardzieli szwendaczkowych nic nie rusza! Włożyliśmy więc płaszczyki i wiosłowaliśmy dalej. 

stop view
/

      Gdy dopływaliśmy do Bałtyku po ok. 2 h zaczęło wychodzić słoneczko i tak już zostało do końca dnia :) Wypłynięcie kajakami w morze zrobiło na nas niesamowite wrażenie! Fotkom morsko-kajakowym w różnych konfiguracjach nie było końca! Jednej z ekip tak się morze spodobało, że nabrała wody morskiej do kajaka po same brzegi ;)

      Po zakończeniu spływu przeszliśmy do naszego pensjonatu w Dębkach, gdzie czekały na nas nasze dwukołowe rumaki. Zanim ruszyliśmy rowerkami w stronę Białogóry każdy z uczestników otrzymał niebieski, szwendaczkowy wiatraczek rowerowy :)

      Napędzani siłą wiatraczków ;) pomknęliśmy szlakiem rowerowym R10 do Białogóry. Tu wdepnęliśmy do knajpki na pyszną rybkę. Niektórzy z nas wzięli obiad na wynos i postanowili spałaszować go na plaży, tuż nad brzegiem morza. Na plaży za Białogórą urządziliśmy sobie porządny plażing i relaxing w pełnym słońcu! Następnie ruszyliśmy na objazd Jeziora Żarnowieckiego. Po dotarciu do Dębek parę osób wybrało się jeszcze na zachód słońca na plażę :)

      W niedzielę czekało nas pokonanie 17 kilometrowej Trasy Zwiniętych Torów między Krokową a Swarzewem oraz przejazd przez cały Półwysep Helski. W sumie tego dnia przejechaliśmy 65 km, zaliczyliśmy przelotną ulewę, a następnie piękne słońce. Zawitaliśmy na molo w Juracie i na smaczną rybkę w Chałupach.

      Kilka osób zaliczyło też lot widokowy nad Półwyspem, dzięki czemu mogli przyjrzeć się naszej trasie rowerowej z lotu ptaka. Gdy dotarliśmy na Hel cyknęliśmy pamiątkowe foty na plaży na samym cypelku. Następnie zapakowaliśmy się do autokaru i ruszyliśmy w drogę powrotną do Warszawy.

      Z morsko-rowerowym pozdrowieniem
      Iza i Piotrek

      Czytaj więcej...

      Mazury - wokół Jeziora Śniardwy 19-20.07.2014

      W lipcu 2014 wybraliśmy się na rowerowy objazd Jeziora Śniardwy - największego w Polsce. Podczas 2 dni rowerkowania zawitaliśmy do wielu ciekawych nadbrzeżnych miejscowości, urządziliśmy sobie odświeżające kąpiele, w knajpkach spałaszowaliśmy niejedną smakowitą, mazurską rybkę, a w ramach objazdu zobaczyliśmy z bliska nie tylko Śniardwy z każdej strony, ale również inne jeziora m.in. Tuchlin, Białoławki, Seksty czy Kaczerajno.

      !!! FOTKI Z WYCIECZKI !!!
      galeria do obejrzenia w dwóch wersjach wyświetlania
      Picasa Web Albums Google + Albums
      Grupóweczka na starcie trasy w Zdorach

      Przepłynęliśmy też z rowerami promem w miejscowości Wierzba. Przemieszczaliśmy się po lasach, polach i nad wodą w obrębie Mazurskiego Parku Krajobrazowego korzystając z dróg i ścieżek położonych jak najbliżej linii brzegowej jeziora. A zanim wskoczyliśmy na nasze dwukołowe rumaki każdy przyczepił sobie do roweru niespodziankową, szwendaczkową chorągiewkę :)

      Objazd rozpoczęliśmy w miejscowości Zdory niedaleko Pisza. Następnie obraliśmy kierunek południowy i zaczęliśmy od przejazdu obok Jeziora Seksty, które łączy się bezpośrednio ze Śniardwami w ich południowo-wchodniej części. Jadąc dalej przejechaliśmy przez miejscowości Karwik i Niedźwiedzi Róg. Po przeprawie promowej w Wierzbie, która rozgranicza Jezioro Bełdany od Jeziora Mikołajskiego najpierw rowerowym szlakiem, a potem kawałek pieszym dojechaliśmy do Mikołajek na naszą bazę.

      Po zaparkowaniu naszych rumaków w bazie noclegowej ruszyliśmy z buta do centrum Mikołajek. Wszamaliśmy  porządną obiadokolację, a potem zakosztowaliśmy mazurskiego wieczoru w jednej z licznych knajpek żeglarskich.

      W niedzielę ruszyliśmy z Mikołajek i tym razem jechaliśmy wzdłuż północnego brzegu Jeziora Śniardwy. Początkowo mknęliśmy  wzdłuż Jeziora Mikołajskiego przejeżdżając przez Stawek i Dybowo i docierając do Łuknajna, które rozgranicza Jezioro Łuknajno od Jeziora Śniardwy.

      Z północno-wschodniego krańca J. Śniardwy podążaliśmy na północ i dojechaliśmy do miejscowości letniskowej Nowe Guty. Na koniec naszego objazdu Jeziora Śniardwy zawitaliśmy ponownie do miejscowości Zdory, a tam w restauracji zlokalizowanej w dawnej, wiejskiej remizie rozsmakowaliśmy się w pysznym jedzonku, którym uzupełniliśmy energię po drugim dniu rowerowania. Po energetycznym posiłku zapakowaliśmy nasze rowery i siebie do pojazdów i ruszyliśmy w drogę powrotną do Warszawy.

      Z rowerowym pozdrowieniem
      Iza i Piotrek (oraz mała Kornelia)

      Czytaj więcej...

      Rowerem po sandomierskiej krainie rozmaitości 31.05-01.06.2014

      Na przełomie maja i czerwca wybraliśmy się na rowerowy weekend po ziemi sandomierskiej i opatowskiej. Pojeździliśmy po szlakach rowerowych w okolicy uroczego Sandomierza. A sobotni wieczór, noc i niedzielny poranek spędziliśmy w samym Sandomierzu będącym jednym z najpiękniejszych miast w Polsce, malowniczo położonym na nadwiślańskiej skarpie, która stanowi strome zakończenie Gór Świętokrzyskich.

      !!! FOTKI Z WYCIECZKI !!!
      galeria do obejrzenia w dwóch wersjach wyświetlania
      Picasa Web Albums Google + Albums
      Silna rowerowa ekipa pod wezwaniem Szwendaczka

      W naszym rowerowym szwendaniu dzielnie towarzyszyła nam najmłodsza Szwendaczka: 7-miesięczna Kornelia, która całą dwudniową trasę pokonała w swojej przyczepce rowerowej podczepiona do roweru taty :)

      Podczas 2 dni rowerkowania nakręciliśmy trochę ponad 120 km i oprócz Sandomierza odwiedziliśmy Opatów, Koprzywnicę oraz Ujazd ze słynnymi ruinami zamku Krzyżtopór. W Opatowie przyjrzeliśmy się z bliska najcenniejszemu tutejszemu zabytkowi:  romańskiej Kolegiacie św. Marcina i zagłębiliśmy się w czeluście podziemnych korytarzy i malutkich piwnic zwiedzając fenomenalną Podziemną Trasę Turystyczną o długości 402 m.

      Pierwszego dnia niektóre odcinki naszej trasy prowadziły lessowymi wąwozami. A charakterystyczne dla ziemi sandomierskiej pagórki i dolinki sprawiały, że trzeba było pokonywać sporo długich, ciężkich podjazdów. Na szczęście po każdym ostrym podjeździe czekały nas fantastyczne zjazdy!

      Na nocleg dojechaliśmy do Sandomierza - jednego z najstarszych i najpiękniejszych polskich miast. Po rozlokowaniu się w pensjonacie niektórzy z nas wybrali się na spacer do malowniczego Wąwozu Królowej Jadwigi, a inni od razu udali się na położoną na skarpie starówkę na wieczorne knajpowanie.  Z knajpy, w której wciągaliśmy obiadokolację mogliśmy podziwiać stojący ośrodku rynku Ratusz - jeden z najpiękniejszych ratuszy w Polsce.

      Drugiego dzień rozpoczęliśmy od wdrapania się na Bramę Opatowską, która od wielu lat uważana jest za symbol Sandomierza. Podziwiać z niej mogliśmy nie tylko panoramę miasta, ale również zachwycającą błękitną wstęgę Wisły, okalającą prastare mury królewskiego grodu. Po zejściu z Bramy ruszyliśmy w stronę Gór Pieprzowych, zbudowanych z łupków kambryjskich barwą przypominającą pieprz - stąd nazwa. Tu zrobiliśmy krótką rozwałkę podziwiając rozległą panoramę oddalonego o kilka kilometrów centrum Sandomierza.

      Dalsza trasa drugiego dnia była zdecydowanie bardziej płaska niż pierwszego :) Po ok. 60 km dopedałowaliśmy do Ujazdu, który słynie z monumentalnego zamku Krzyżtopór, zbudowanego w latach 1631-34 przez wojewodę sandomierskiego Krzysztofa Ossolińskiego. Dobrze zachowane ruiny zamku zwiedziliśmy  z  przewodnikiem, który ciekawie opowiadał o zabytku. Po tej lekcji historii zapakowaliśmy się do autokaru i ok 23 dotarliśmy do stolicy naładowani pozytywną rowerową energią :)

      Z rowerowym pozdrowieniem
      Iza i Piotrek (oraz malutka Kornelia)

      Czytaj więcej...

      Wokół Jeziora Nidzkiego i Jeziora Bełdany 7-8.09.2013

      W pierwszy pełny weekend września wybraliśmy się z naszymi dwukołowymi pojazdami na Mazury, które są wprost wymarzonym rejonem dla miłośników połykania przestrzeni z wiatrem we włosach.

      Pogoda zapowiadała się przednia i takaż była przez cały weekend. Mieliśmy wręcz upalne, letnie dwa dni. Wprawdzie woda w jeziorach nie była już o takiej temperaturze jak latem, ale znalazł się śmiałek w ekipie, który nie odmówił sobie kąpieli wodnej na jednym z popasów nad brzegiem jeziora.

      !!! FOTKI Z WYCIECZKI !!!
      galeria do obejrzenia w dwóch wersjach wyświetlania
      Picasa Web Albums Google + Albums
      Przed wyruszeniem na niedzielną trasę wokół Jeziora Bełdany

      W sobotę mieliśmy plan objechania dookoła Jeziora Nidzkiego, tak aby trzymać się jak najbliżej jego linii brzegowej. Ruszyliśmy z Rucianego-Nidy i pomknęliśmy w kierunku Leśniczówki Pranie, gdzie zwiedziliśmu Muzeum K.I.Gałczyńskiego.

      Kawałek dalej trafiła się wspaniała trawiasta plaża, gdzie urządziliśmy sobie słoneczny popas, niektórzy popas w stodolnej knajpce, a wspomniany wcześniej śmiałek popas w wodzie po pas i głębiej ;)

      Objeżdżając jezioro trafialiśmy na liczne miejsca biwakowe jak również na dzikie plaże czy zatoczki, gdzie mogliśmy pokontemplować widoczki na pływające żaglówki.

      Rundę wkoło jeziora zakończyliśmy w ośrodku wypoczynkowym nad Jeziorem Bełdany, które było celem na dzień następny. Wieczorkiem zmajstrowaliśmy ognisko nad brzegiem jeziora i upiekliśmy ziemniaczki :)

      W niedzielę po śniadaniu w ośrodku podjechaliśmy do Rucianego, uzupełniliśmy zapasy w spożywczaku i ruszyliśmy wzdłuż brzegów Jeziora Bełdany do Wierzby, gdzie czekała nas przeprawa promowa na granicy Jeziora Bełdany i Mikołajskiego.

      Nie omieszkaliśmy oczywiście zajechać do Mikołajek. Wprawdzie to już wrzesień, ale pogoda piękna, więc wszystkie kawiarnie i cukiernie kusiły nas niezwykle, aby skosztować różnych pyszności. Po skosztowaniu setek słodkich kalorii ;) wróciliśmy do promu w Wierzbie, aby kontynuować trasę rowerową po drugiej stronie Jeziora Bełdany.

      Na przystani Flosek urządziliśmy sobie totalne plażowanie i moczenie nóg. Aż żal by było nie skorzystać z tak pięknej pogody na zakończenie lata. Pokonując kolejne kilometry linii brzgowej jeziora przejechaliśmy obok osady Galindia, a kolejny popas zrobiliśmy w Iznocie, gdzie rzeka Krutynia kawałek dalej wpada do Jeziora Bełdany.

      Po pokonaniu ostatniego fragmentu pętli wokół jeziora wróciliśmy do Rucianego-Nidy, a tam po wszamaniu smakowitej rybki spakowaliśmy się w drogę powrotną i ruszyliśmy do Warszawy.

      Z rowerowym pozdrowieniem
      Iza i Piotrek

      Czytaj więcej...

      Rowerowa Czerwcówka na Mazurach 30.05-2.06.2013

      Na Czerwcówkę 2013 wybraliśmy się z naszymi górskimi (i nie tylko) rumakami do Krainy Wielkich Jezior Mazurskich. Naszą bazą wypadową stała się miejscowość Wilkasy tuż obok Giżycka.

      Pierwszego dnia ruszyliśmy z koła prosto do Giżycka do Wieży Ciśnień. Pogoda była wspaniała, więc uraczyliśmy się nie tylko pięknymi widokami z jej szczytu, ale i smakowitymi ciachami z kawą w wieżowej kawiarence.

      !!! FOTKI Z WYCIECZKI !!!
      galeria do obejrzenia w dwóch wersjach wyświetlania
      Picasa Web Albums Google + Albums
      Grupenfota przy obrotowym moście w Giżycku

      Dalsze kilometry pokonywaliśmy zielonym szlakiem rowerowym przez Sulimy i Kożuchy Wielkie. Przejechaliśmy wzdłuż Jeziora Wydmińskiego. Nieco dalej zboczyliśmy nieco na pomost i plażę nad Jeziorem Kruklin, gdzie przyjemnie było zamoczyć stopy.

      W Miłkach obejrzeliśmy z zewnątrz zabytkowy kościół z XVw i pomknęliśmy do Rydzewa, gdzie wdępnęliśmy do typowej rybnej knajpki i spałaszowaliśmy m.in. takie rarytasy jak lin w śmietanie :)

      Po smacznej rybce zostało nam jeszcze kika km do bazy, a gdy tam dotarliśmy rozpoczęliśmy wieczorną integrację w sympatycznie położonym ośrodku tuż nad Jeziorem Niegocin.

      Poranek drugiego dnia przywitał nas rześkim powietrzem i po osiodłaniu rumaków ruszyliśmy w kierunku wojennej kwatery Hitlera. Po trasie odwiedziliśmy też lokalnego rzeźbiarza u którego niektórzy z nas kupili sowy, kaczki i inne zwierzaczki misternie wydłubane w drewnie.

      Po zaparkowaniu rowerów przed wejściem do Wilczego Szańca zapuściliśmy się z przewodnikiem w jego tajemnicze zakamarki. Najwięcej frajdy sprawiały przejścia w ruinach bunkrów, gdzie wchodzić i wolno, ale z przewodnikiem to co innego ;)

      Po pouczającej lekcji historii wstąpiliśmy do sąsiadującego Parku Miniatur Warmii i Mazur, gdzie można było z bliska przyjrzeć się wykonanym w skali najciekawszym zabytkom regionu.

      W dalszej części trasy wokół Jeziora Dargin złapał nas deszczyk w Sztynorcie, ale wykorzystaliśmy ten czas na wciągnięcie smażonej rybki, a niektórzy na mazurską pizzę ;) Do bazy dotarliśmy już niemal o zmroku, a po drodze wciągnęliśmy jeszcze pyszne pączki, jeszcze cieplutkie prosto z piekarni :)

      Trzeciego dnia naszym głównym celem była Zagroda Żubrów w Puszczy Boreckiej. Przejechaliśmy przez Sulimy i Kruklanki, a lasem w rejonie Jeziora Gołdopiwo dotarliśmy do rezerwatu w którym z bardzo bliska przyjrzeliśmy się wielkim żubrom.

      W drodze powrotnej część z nas przejechała przez Kruklanki, a niektórzy sforsowali wysadzony w powietrze most kolejowy nad rzeczką Sapiną. Z rowerami prawie na plecach ;) nie było to łatwe zadanie, ale radochę mieliśmy jak dzieci ;)

      Ostatniego dnia podskoczyliśmy po śniadaniu do Twierdzy Boyen w Giżycku. Zwiedziliśmy ją z przewodnikiem, po czym pomknęliśmy początkowo asfaltem, a na końcu zębowstrząsem ;) do Zamku Ryn. Tam zagłębiliśmy się do pięknych sal i korytarzy zamkowych, a po zamku wciągnęliśmy pyszne lody z lokalnego spożywczaka :)

      Zerknęliśmy na znajdujący się tam pałacyk, ale ciekawsze było zwiedzenie manufaktury wyrabiającej ręcznie piece kaflowe i inne ciekawe przedmioty. Trasę ostatniego dnia zakończyliśmy jedzonkiem w Kętrzynie, a w drodze powrotnej podjechaliśmy jeszcze na oblukanie Sanktuarium w Świętej Lipce, gdzie trafił nam się wyjątkowy ksiądz gawędziarz.

      Po czterech dniach mazurskiego rumakowania wróciliśmy pełni energii i wielu wrażeń, aby z pełną mocą ruszyć od poniedziałku do obowiązków dnia codziennego.

      Z rowerowym pozdrowieniem
      Iza i Piotrek

      Czytaj więcej...

      Wzdłuż Rawki w Bolimowskim Parku Krajobrazowym 14.09.2013

      Wprawdzie weekend w połowie września nie rozpieszczał zbytnio pogodowo, ale na zbiórkę w Sochaczewie zjawiło się aż 30 szwendaczkowych, rowerowych twardzieli :) Prognoza była konkretna: nie za ciepło, ale też bez kropli deszczu i akurat tym razem faktycznie meteorologom się poszczęściło, bo podczas wycieczki woda była co najwyżej pod kołami, a z nieba nie spadło nic a nic :)

      Ze stacji PKP ruszyliśmy wzdłuż torów, aby przedostać się na ich drugą stronę. Na przejeździe drogę przecieły nam zamknięte szlabany i jak się później okazało przejeżdżające przed nosem pociągi stały się motywem przewodnim wycieczki :) Wygodną dla rowerów drogą pomykaliśmy w kierunku obwodnicy Sochaczewa. Mimo skrzyżowania bez świateł udało się ją przeciąć rowerową grupą dość szybko i przez kolejne miejscowości brykaliśmy po fajnych asfaltach o prawie zerowym ruch samochodów.

      Czytaj więcej...

      Północnym Kampinosem na lody do Żelazowej Woli 11.08.2013

      W niedzielne przedpołudnie szwendaczkowi rowerzyści zjechali się na zbiórkę do Nowego Dworu Mazowieckiego. Dotarliśmy tam dwoma pociągami z Warszawy, a niektórzy na własnych kołach, więc na starcie byli już po porządnej rozgrzewce.

      Przy stacji PKP omówiliśmy przebieg trasy z mapkami w ręku i ruszyliśmy w ponad 80 osobowej ekipie w kierunku wału wiślanego. Złapaliśmy go po przejechaniu kilku miejskich ulic, a na wale zrobiliśmy baaaardzo długi peleton rowerzystów, bo jechać trzeba było gęsiego :) Takim sznureczkiem dojechaliśmy do mostu i przeprawiliśmy się na drugą stronę Wisły.

      Fotki uczestników wycieczki:
      Paweł, Piotrek

      Grupówka przy PKP Nowy Dwór Mazowiecki

      Tam po dłuższej chwili ponownie wjechaliśmy na wał i podążaliśmy nim przez kilka km podziwiając wiślane zakola i starorzecza.
      Do cywilizacji ponownie wróciliśmy w Leoncinie, gdzie opanowaliśmy dwa spożywczaki i w każdym zrobiliśmy wielki obrót ;)

      Dalsza trasa to już północne obrzeża Kampinosu. Miało się jednak wrażenie, że jedziemy środkiem lasu, a ścieżki leśne momentami były bardzo wymagające. Przerwę popasową od leśnych zmagań zrobiliśmy sobie w okolicach Nowin, a Piaski Królewskie mają faktycznie odpowiednią nazwę do terenu na którym się znajdują ;)

                                                                                                                         
      Przebieg trasy - ślad GPS

      Przecinając na wskroś na południe kampinoskie ścieżki, gdy wydawało się,
      że już tylko kilka km dzieli nas od Żelazowej Woli natrafiliśmy na wymowną tabliczkę "szlak okresowo podtopiony" z wymownym obrazkiem łodzi podwodnej ;)

      Tym razem z uwagi na sporo km w nogach za nami i czekającymi lodami zrezygnowaliśmy z przeprawy z rowerami i objazdem dojechaliśmy do restauracji w Żelazowej Woli, gdzie czekała na nas szwendaczkowa promocja lodowa. Do zakupionych minimum dwóch kulek lodów, jedna była gratis :) Zrobiliśmy niezłą kolejeczkę, ale obsługa sprawnie sobie radziła
      i łącznie wciągnęliśmy kilkaset kulek lodów :)

      Po lodowym deserku czas było zbierać się w kieruku mety wycieczki.
      A że z czasem byliśmy lekko w plecy, to skrótem (który okazał się nie być dłuższy niż oryginalna trasa) ;) pojechaliśmy do Sochaczewa.

      Szczególne podziękowania jeszcze raz dla ekipy sochaczewskiej, która zna tamtą okolicę jak własną kieszeń i popilotowała szwendaczkową gromadkę skrótem do samego pociągu powrotnego :)

      W Sochaczewie zdążyliśmy kupić bilety powrotne, a na peron wjechał skład starego typu (ale po liftingu) złożony z dwóch jednostek
      i bez problemu wszyscy zapakowaliśmy się z rowerami w drogę powrotną. Po ok. godzinie dotarliśmy do Warszawy.

      Z rowerowym pozdrowieniem
      Piotrek

      Czytaj więcej...

      Przez Lasy Chotomowskie nad Zegrze 06.07.2013

      Lipcowa sobota od rana była pełna słońca, a prognozy przewidywały że cały dzień będzie świetny na rower. Przy stacji
      PKP Chotomów zebraliśmy się po dojechaniu dwóch pociągów i okazało się, że szwendaczkowa ekipa nad Zegrze liczy aż

      85 rowerzystów! :)

      Po zapoznaniu się z mapkami i omówieniu trasy ruszyliśmy przez Lasy Chotomowskie szlakiem pieszym. Jak się potem okazało szlak nawet specjalnie nie był odwiedzany przez pieszych, bo wielokrotnie zmagaliśmy się z krzakami i inną roślinnością, która bardzo się starała, aby miejscami szlak był nie tylko nie do przejechania, ale nawet nie do przejścia. Po to jednak w większości mamy górskie rowery, aby z takimi atrakcjami przyrodniczymi świetnie dać sobie radę :)

      Fotki uczestników wycieczki:
      Mariusz, Piotrek, Włodek, Michał, Monika

      oraz filmy: innego Piotrka oraz Adama

      Grupówka przy PKP Chotomów = 85 rowerzystów

      Po leśnych przygodach dotarliśmy do Janówka, gdzie uzupełniliśmy zapasy w spożywczaku i schłodziliśmy się lodami. Po przecięciu torów kolejowych nowym tunelem, który dla aut jeszcze nie był dostępny odbiliśmy w stronę Fortu IV. Na jego teren niektórzy dostali się brykając przez kręgi betonowe, a inni pod zasiekami z drutu kolczastego, ale wszystkim udało się przyjrzeć fortowi
      z bliska.

      Dalsze trasa poprowadziła nas obok Fortu XVII do Fortu D-9, gdzie zrobiliśmy dłuższy postój i przyjrzeliśmy się jak obecnie wygląda tamten rejon w którym widać, że intensywnie działają grupy paintball-owe. W miejscowości Góra zerknęliśmy na zabytkowy spichlerz i ruiny Pałacu Poniatowskich, ale w obu przypadkach były niemal całkowicie zarośnięte bluszczem.

                                                                                                                         
      Przebieg trasy - ślad GPS

      Szlak wokół Jeziora Góra był całkiem przyjemny. Dopiero gdy wskoczyliśmy na czerwony szlak rowerowy w stronę wału nad Narwią zaczęła się prawdziwa survivalowa przygoda ;) Najpierw błotko, błotko i jeszcze raz błotko, przez które niektórzy nawet próbowali przejeżdżać. Chwilowo trafiliśmy na wykoszoną łąkę, gdzie można było odetchnąć.

      Wydawało się, że teraz to już będzie lajcik, ale wkoło tereny bagienne
      i naszymi rowerami walczyliśmy niemal jak maczetami, aby przez zarośla
      i pokrzywy
      sięgające kierownicy przebić się o kolejne metry do przodu :)
      Po zaliczeniu łąkowej podkowy ;) a następnie rowu zarośniętego leszczyną udało nam się wbić w łąkową autostradę ;) i nią dotarliśmy już bez problemu do wału.

      Jazda wałem nad Narwią to już czysta przyjemność. Po drodze wstąpiliśmy jeszcze na kawałek dzikiej plaży przy ropociągu i po krótkiej przerwie podążaliśmy w stronę Wieliszewa. A tam na plaży czekała na nas już część ekipy, która sprytnie ominęła odcinek specjalny ;) Zbiorowymi siłami dotarliśmy do Zegrza, a tam boczną uliczką przedostaliśmy się na Dziką Plażę w Nieporęcie. Część z nas zakosztowała kąpieli w Zalewie Zegrzyńskim. Woda wprawdzie nie była pierwszej klasy czystości ;) ale była ciepła i odświeżająca :) W czasie długiego postoju można też było wszamać rybkę na barce.

      Znad Zegrza ruszyliśmy w dwóch podgrupach. Jedna część ekipy zgodnie z planem ruszyła szlakami do stacji PKP Warszawa Choszczówka, a druga część pomknęła z koła wzdłuż Kanału Żerańskiego do Warszawy. Jeszcze przed zmrokiem po całodniowej rowerowej włóczędze dotarliśmy aktywnie zmęczeni ale szczęśliwi do swoich czterech kątów.

      Z rowerowym pozdrowieniem
      Piotrek

      Czytaj więcej...

      Kampinos - rowerowe SPA dla stóp 08.06.2013

      Pod sklepem Stokrotka na Bemowie już przed dziewiątą zaczęli zjeżdżać się rowerowi pogromcy Kampinosu :) Pogoda od samego rana zachęcała aby wyskoczyć na rower. Słońce pięknie przygrzewało na błękitnym niebie z białymi obłoczkami. Ekipa rowerowa już na starcie była międzynarodowa, ponieważ dołączyli do nas również Filipińczycy! Jak widać informacje o szwendaczkowej wycieczce rozeszły się baaardzo daleko ;) Następnym razem oczekujemy rowerzystów z Kamczatki ;)

      Rowerową ekipą przejechaliśmy na wlot rezerwatu Łosiowe Błota. Tam dołączyło do nas jeszcze kilka spóźnialskich osób i naprawiliśmy pierwszego kapcia. Na grupowej fotce ledwo się zmieściliśmy, bo leśnych najeźdźców było aż 67 osób!

      Fotki uczestników wycieczki:
      Leszek, Mariusz, Piotrek, Włodek, Paweł, Michał, Monika

      oraz filmik Mariusza z przeprawy na odcinku specjalnym

      Grupówka na Łosiowych Błotach = 67 rowerzystów

      Ścieżka rezerwatu szybko wyprowadziła nas na asfalcik i pomknęliśmy przez Stare Babice do Lipkowa. Niebieski szlak którym wjechaliśmy na tereny puszczańskie okazał się niezbyt łaskawy dla rowerów, a i śladów po konnych przejażdżkach nie brakowało, ale sprytnie wskoczyliśmy na równoległą ścieżynkę i pokonywaliśmy kolejne kilometry.

                                                                                                                         
      Kampinos - trasa SPA

      Postoje po drodze były bardzo ruchliwe ;) bo po zejściu z roweru należało nieustannie wykonywać ruchy taneczne odstraszające muchy i komary ;) Mimo że tych paskudnych owadów było w przeliczeniu po kilkadziesiąt na każdego rowerzystę, to daliśmy im radę :)

      Na leśnych ścieżkach Kampinosu kilkukrotnie złapał nas przelotny deszczyk, ale zanim zdążyliśmy zmoknąć, to już po chwili znowu świeciło piękne słońce :)

      Na Wierszowskiej Drodze trafiliśmy natomiast na odcinek specjalny, który większości bardzo przypadł do gustu :) Na kilkuset metrach nasza trasa była w dużej mierze zalana mieszaniną wody i błota. Słoneczko dogrzewało, więc z przyjemnością ściągnęliśmy buty i skarpetki i urządziliśmy sobie przejście z kąpielą błotną dla stóp ;)) Niektórzy za takie SPA płacą ciężkie pieniądze, a nam Kampinos zapodał gratis :)

      Po wyjeździe na obrzeża Kampinosu wdępnęliśmy do spożywczaka w Zaborowie na uzupełnienie zapasów. Tam przy okazji udało się naprawić drugiego (i na szczęście ostatniego) kapcia.

      Dalsza trasa to już asfalt z niewielką ilością samochodów na skraju Kampinosu. Przejechaliśmy przez Wólkę i Mariew, a w Stanisławowie zawitaliśmy do Biker Pubu. Nie wszyscy trafili tam od razu, ale warto było cofnąć się kilka km i zrobić dłuższą przerwę w sympatycznym miejscu, gdzie lubią rowerzystów :)

      Po dłuższym biwakowaniu ruszyliśmy na ostatni odcinek trasy i przez Zalesie i Koczarki trafiliśmy ponownie do Lipkowa. Deszczyk złapał nas jeszcze raz, ale ponownie krótki i z szybkim wyschnięciem. W Klaudynie pokonaliśmy jeszcze ostatni odcinek specjalny, po którym zrobiliśmy konkurs na najbardziej ubłocone nogi rowerzysty ;) Z ubłoconymi nogami, ale jednocześnie z uśmiechami na twarzach przed g.18 byliśmy z powrotem pod Stokrotką.

      Z rowerowym pozdrowieniem
      Piotrek

      Czytaj więcej...

      Mrozy - Urle czyli mazowieckie krajobrazy 27.04.2013

      Sobotnim rankiem ruszyliśmy pociągiem KM z Zachodniej do Mrozów. Pociąg został napakowany rowerami do granic wytrzymałości ;) W miejscu gdzie było 3 uchwyty rowerowe upakowaliśmy 15 szt, więc 500% normy :) Wspólnymi siłami udało się wszystkich upchać, ale łatwo nie było, bo pociąg krótki, nowoczesny, a szwendaczkowych rowerzystów ponad 70 osób :)

      Fotki uczestników wycieczki:
      Włodek, Piotrek, Magda

      Grupówka na starcie w Mrozach = 77 rowerzystów

      Przy stacji w Mrozach wszyscy się poznaliśmy i przeanalizowaliśmy trasę do Urli na rozdanych mapkach. Peletonem złożonym ostatecznie aż z 77 cyklistów ruszyliśmy na 62 km trasę.

      Pogoda dopisywała. Nad nami słońce, a temperatura ok. 20 stopni C, więc wprost idealnie na rowerowanie. Przez większość trasy pomykaliśmy po asfaltach, a samochody które nas mijały (a dużo ich nie było) zachowywały bezpieczną odległość i prędkość widząc tyle rowerów :)

                                                                                                                         
      Mrozy - Urle

      Pierwszy większy postój zrobiliśmy w miejscowości Wierzbno. Nie można tam było wprawdzie wsiąść do metra ;) ale był za to świetny spożywczak,
      w którym zrobiliśmy spory obrót zaopatrując się w napoje, czekolady, lody
      i inne przekąski. Zielony placyk w centrum miejscowości był znakomity na krótki piknik.

      W międzyczasie jeden z rowerzystów złapał gumę, ale szybko się z nią uwinął, a dla pozostałych była chwila na kolejny odpoczynek.
      Gdy dojechaliśmy do Pniewnika trafiliśmy akurat na coś w rodzaju koncertu na kościelnych dzwonach. Na początku wydawało sie całkiej fajne, ale po dłuższej chwili zaczęły się domysły jak to wyłączyć ;)

      Dalsza trasa kierowała nas na "na"Leśniki, ale okazało się, że we wsi nie pomyśleli o ich smażeniu i nie zaserwowali ich przejeżdżającej grupie rowerzystów ;) Kolejny popas urządziliśmy na placyku w Korytnicy,
      który został cały zapełniony rowerami i ich właścicielami.

      Po dojechaniu do Sekłaka zbliżaliśmy się coraz bardziej do koryta rzeki Liwiec. Po wypatrzeniu przyjemnej polanki zrobiliśmy sobie całkiem konkretne plażowanie :) Pogoda jednak ciut się pogarszała, słońce się schowało i coś zaczęło pokapywać z nieba. Zebraliśmy się więc z pikniku i ruszyliśmy na ostatni odcinek trasy.

      Dojeżdżając do Urli nieco nas skropiło, ale w świetnych humorach dotarliśmy na stację PKP i po niedługim czasie zapakowaliśmy się do pociągu, tym razem miejsca było dość, bo przyjechał skład złożony z dwóch jednostek starego typu. Po ok. godzinie jazdy dotarliśmy do stolicy i rozjechaliśmy się w swoich kierunkach.

      Szczególne brawa dla Oli i Leny (suma ich wieku ledwo przekraczała pełnoletniość) za przejechanie całej trasy z uśmiechami na twarzach, pomykającymi żwawo przed goniącymi ich rodzicami ;)

      Z rowerowym pozdrowieniem
      Piotrek

      Czytaj więcej...
      Subskrybuj to źródło RSS